Dziennik Gazeta Prawana logo

Piłkarze Arki Gdynia idą w zaparte

12 października 2007, 15:57
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Wrocławska prokuratura najwięcej roboty ma z Arką Gdynia. Policjanci zatrzymali już prezesa, byłego trenera, a nawet... sekretarkę. Teraz na przesłuchania mogą trafić piłkarze. Ale ci idą w zaparte. Twierdzą, że nie mieli bladego pojęcia o korupcyjnym procederze - informuje DZIENNIK.

"Witam, dzwonię, żeby panu przypomnieć, że abolicja dla piłkarzy trwa do 28 lutego" - telefon takiej treści otrzymali wczoraj związani z Arką Gdynia zawodnicy: Łukasz Kowalski, Krzysztof Sobieraj, Bartosz Ława, Piotr Jawny, Sebastian Gorząd, Grzegorz Pilch i Marcin Pudysiak. Ich reakcje były wyjątkowo różne. Jedni byli wystraszeni, inni zdziwieni, niektórzy rozbawieni. Tę siódemkę łączy jedno - wszyscy uważają się za wzór uczciwości.

Już jutro kończy się ustanowiona przez PZPN abolicja dla polskich piłkarzy. Niebawem ci zawodnicy, którzy wiedzieli coś o handlowaniu meczami, a mimo to milczeli, mogą być zatrzymani. Dlatego postanowiliśmy przypomnieć o tym siedmiu ludziom, którzy grali w Arce (dłużej lub krócej) w latach 2003-06, a więc wtedy, gdy nadmorski klub kupował mecz za meczem.

"Co za zbieg okoliczności! Pan dzwoni, a ja akurat jestem na dworcu i bukuje bilet do Wrocławia" - śmiał się Bartosz Ława. "A poważnie: w życiu nie brałem udziału w ustawionym meczu. Czuję się niewinny i z tego powodu mówię panu: do widzenia" - dodaje.

Równie ironiczny był Krzysztof Sobieraj. "Aaa, dziękuje za telefon. Jak to miło, że ktoś o człowieku pamięta w te smutne, zimowe dni" - mówił prześmiewczo. I dodał: "Nie wybieram się do Wrocławia, bo jestem czysty jak źródlana górska woda!".

"Jestem niewinny. Nie mam więc zamiaru w najbliższym czasie podróżować na przesłuchanie. Zostaję w Gdyni, miasto bardzo mi się podoba o tej porze roku" - powiedział z kolei Łukasz Kowalski.

Zdecydowanie mniej dowcipnie zachowywał się Grzegorz Pilch. "O kurcze, nie spodziewałem się takiego telefonu" - mówił. Był najwyraźniej przekonany, że rozmawia z prokuratorem. "Ja w życiu nie sprzedałem ani nie kupiłem meczu" - powiedział po kilku sekundach ciszy. "Nie słyszałem też o tym, by ktokolwiek w Arce uprawiał ten paskudny proceder. Słowo! A teraz proszę dać mi spokój" - dodał.

Podobnie reagowali Piotr Jawny i Sebastian Gorząd: "Nie mam o czym z panem gadać, bo jestem uczciwym człowiekiem" - mówił każdy z nich. Gorząd próbował nawet żartować. "Ja to i tak nie dam rady pojawić się we Wrocławiu. Mam kontuzję, ledwo chodzę" - przekonywał.

Nasz telefon najbardziej zezłościł jednak Marcina Pudysiaka. Najpierw grający obecnie w Cartusii Kartuzy zawodnik długo milczał, następnie rzucił do słuchawki tylko jedno krótkie zdanie: "To pomyłka, do widzenia". Powiedział tak, choć odebrał komórkę, mówiąc: "Pudysiak, słucham...".

Do tej pory w ręce wymiaru sprawiedliwości trafili niemal wszyscy pracownicy gdyńskiego klubu. Zarzuty postawiono nawet sekretarce. W tej sytuacji trudno doprawdy uwierzyć, że piłkarze nie wiedzieli kompletnie nic o zżerającej Arkę korupcji. Prokuratorzy z Wrocławia mają na ten temat ustaloną opinię. Niedawno stwierdzili, że w najbliższych miesiącach może dojść do zatrzymania nawet kilkudziesięciu zawodników z klubów oskarżonych o kupczenie meczami.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj