Kiedyś marzeniem Golańskiego był debiut w reprezentacji Polski. Potem gra w Lidze Mistrzów. Kilka dni temu grał w eliminacjach do finałów mistrzostw Europy, a teraz czeka go walka w grupie H Ligi Mistrzów. "To będzie dla mnie fajna jesień, emocji na pewno nie zabraknie" - śmieje się Golański. "Zdaję sobie sprawę, że bardzo ciężko będzie wyjść z grupy. Mamy jednak zamiar powalczyć, nikt tu głowy nie zwiesza, wszyscy wierzą, że nam się uda. Bo Steaua to wielki klub, który nie może mieć żadnych kompleksów" - mówi już na poważnie.

Jeszcze w poprzednim sezonie Golański grał w Kolporterze Koronie Kielce. Jego klub walczył o to, by w ogóle zakwalifikować się do europejskich pucharów, szansę na eliminacje Ligi Mistrzów stracił bardzo wcześnie. Teraz Polak jest w drużynie, która chce rzucić wyzwanie takim gigantom, jak Arsenal i Sevilla. "Gdy przyjąłem ofertę Steauy wiele osób pukało się w głowę i pytało: <Gdzie ty sie pchasz chłopie? Do dzikiego kraju?>. Mój pobyt w Bukareszcie miał być zdaniem wielu szary i smutny, a przeżyłem tu wspaniałe chwile" - opowiada DZIENNIKOWI 25-letni obrońca.

To, co dzieje się wokół stadionu Steauy po meczach ligowych i to co się działo po dającym nam awans do Ligi Mistrzów meczu z BATE Borysow, trudno opisać. Szaleństwo! Golański w Bukareszcie jest już rozpoznawalny. Gdy spotkaliśmy się z nim w stolicy Rumunii na kawie, kelner błyskawicznie podszedł przyjąć zamówienie i... pogratulować występu w ostatnim spotkaniu.

Gdy szliśmy ulicą, kilka osób wskazało na nas palcami. "Wychodzą tu aż trzy sportowe gazety, w każdej jest codziennie kilka stron o Steaule i Dynamie Bukareszt. Dlatego jesteśmy rozpoznawalni, a przez wielu traktowani jak bohaterowie" - mówi DZIENNIKOWI piłkarz. "To jest niesamowite. W Polsce czegoś takiego nie było. Steaua jest wszędzie wyjątkowo popularna. Gdy w Constantii, dzień przed meczem wyjazdowym, chcieliśmy iść z kolegami nad morze, po minucie był wokół nas
tłum, proszący o autografy. Musieliśmy wrócić za bramę ośrodka" - opowiada.

Golański opowiada, że awans do fazy grupowej sprawił jego szefom tym większą radość, iż... do elity nie awansował aktualny mistrz Rumunii, Dynamo Bukareszt. Lokalny rywal przegrał walkę o Ligę Mistrzów z Lazio Rzym. "Byłem zdziwiony, gdy oglądając losowanie eliminacji, wszyscy zaczęli się cieszyć, gdy poznali rywala Dynama. Wiadomość, że my zagramy najpierw z Zagłębiem Lubin, a potem z BATE Rumunii przyjęli znacznie spokojniej" - śmieje się Golański.

Gdy spacerowaliśmy po Bukareszcie, uśmiech niemal nie schodził z jego twarzy. Trudno mu się dziwić - już teraz wie, że na jego konto wpłynie 200 tys. euro premii za awans do Ligi Mistrzów. Najbliższe sukcesy będą równoznaczne z kolejnymi nagrodami. "W Polsce musiałbym grać przynajmniej pięć lat, by zarobić tyle, co tutaj przez pół roku. I to w czołowym klubie. Steaua to naprawdę wielka firma, słynna i bogata. A Bukareszt jest bardzo ładnym miastem. Teraz, gdy przyjechała do mnie moja żona Detelina, wydaje się jeszcze ładniejszy" - żartuje Golański.

Obrońca reprezentacji Polski mieszka w Rumunii blisko Pałacu Parlamentu, największego budynku w Europie. Wybudował go jeszcze Nicolae Ceaucescu, obalony w 1989 roku dyktator. Świat obiegły wtedy zdjęcia płonących budynków, o rewolucji i panującej wcześniej w kraju biedzie usłyszała cała Europa. "Chyba właśnie tamte wydarzenie sprawiły, że Rumunia jest tak źle kojarzona w Polsce i że wielu dzwoniących do mnie dziennikarzy zaczyna rozmowę od pytania, co tam słychać w dzikim kraju" - mówi Golański. "Ale tu jest bardzo ładnie i spokojnie, jak w wielkich zachodnich stolicach. Pod względem piłkarskim znalazłem się w zupełnie innym świecie" - tłumaczy.

"W Kielcach niczego mi tak naprawdę nie brakowało, Korona jest świetnie zorganizowana. Ale w porównaniu ze Steauą... Nie, tego nawet nie da się porównać. Przecież tutaj zaraz po przylocie przydzielono mi człowieka, który wszystkim się zajął! Chociaż nalegałem, nie pozwolił mi nawet wnieść walizek do mieszkania. <Ty masz grać, a nie się wysilać na schodach> - mówił mi" - opowiada DZIENNIKOWI polski obrońca.

I Golański gra, a brawo bije mu nawet trener Steauy Gheorghe Hagi, który bardzo lubi Polaka. Słynny Rumun uczy go czasami strzelać rzuty wolne. Może jeden z nich da Steaule zwycięstwo w meczu Ligi Mistrzów? Pierwsza szansa już w tym tygodniu.