Ogłoszony w poniedziałek plan powołania nowych rozgrywek klubowych spotkał się ze ostrym sprzeciwem władz UEFA i FIFA. Według Koźmińskiego jest to zburzenie istniejącego, w miarę sprawiedliwego consensusu, pomiędzy bogatymi, średnimi i biedniejszymi klubami.

Reklama

"Wszyscy mamy świadomość, że to nie była już Liga Mistrzów, tylko +liga najbogatszych+, a teraz chcą zrobić +ligę super bogatych+, w której nawet wynik sportowy schodzi na drugi plan, a system premiowania będzie opierał się na samej obecności, a nie na tym, że ktoś osiągnął sportowy wynik" – podkreślił.

Zdaniem Koźmińskiego to Amerykanie doszli do głosu w europejskiej piłce.

"Gdy się przyjrzy, kto za tym stoi, to jest to amerykański bank i właściciele klubów z tego kraju, jak choćby Manchesteru United, Arsenalu czy AC Milan" – zauważył.

Koźmiński nie miał wątpliwości, że ostre stanowisko UEFA i groźba wykluczenia zbuntowanych klubów oraz ich piłkarzy z pozostałych rozgrywek jest działaniem adekwatnym do zaistniałej sytuacji.

"Mleko się wylało, to nie ulega wątpliwości. Moment, gdy pomysł powołania Superligi został przedstawionym mediom, nie był przypadkowy. Stało się to dzień przed rozpoczęciem kongresu UEFA i decyzjami co do nowej formuły Ligi Mistrzów. To co przez lata było wypracowane jako kompromis - i znowu jako ukłon w stronę bogatszych - zostało zaprzepaszczone. To zostało zrobione z daleko idącą premedytacją, aby doszło do konfrontacji. Mądrzy ludzie zawsze starają się jakoś dogadać, ale na dzisiaj jest stan wojny. Mam nadzieję, że przynajmniej część piłkarskiego środowiska pójdzie po rozum do głowy i jakiś kompromis się znajdzie" – stwierdził.

Zdaniem byłego reprezentanta Polski spory udział w wygenerowaniu tego konfliktu miała postawa piłkarzy i ich menedżerów.

"Ogromne oczekiwania finansowe w stosunku do pracodawców, czyli klubów, nie biorą się z niczego. Ostatnio czytałem, że Paul Pogba (zawodnik Manchesteru United – przyp. PAP) chce zarabiać 500 tysięcy funtów tygodniowo. Ja rozumiem, że trzeba zarabiać, ale dochodzimy do pewnego absurdu. Zaczyna się tworzyć dyktat menedżersko-piłkarski, który doprowadził do przesilenia. To jest złe i zaważy na przyszłości całego futbolu" – nie miał wątpliwości srebrny medalista igrzysk w Barcelonie, choć przyznał, że w najbliższym czasie ta sytuacja nie odbije się w istotny sposób na polskiej piłce.

"Dzisiaj czy jutro nic się nie wydarzy. Opinie, że Wojciech Szczęsny z Juventusu nie zagra na mistrzostwach Europy to bzdura. Natomiast, jeśli ta Superliga zostanie rzeczywiście powołana i ruszy z rozgrywkami od września, to wtedy pojawią się poważne sankcje. Wówczas wszystko się zmieni. To będzie potężny cios dla ligi angielskiej, hiszpańskiej czy włoskiej. My akurat nie jesteśmy na tyle silni i bogaci i nie dotknie to nas natychmiast, ale z biegiem czasu dojdzie do ogromnych komplikacji. Na razie jest to wielka niewiadoma. To jest tak nieprzewidywalna sytuacja, że pozostaje nam tylko czekać, bo na razie co do scenariuszy możemy tylko gdybać" – podsumował Koźmiński.

Liderami Superligi mają zostać: Manchester United, Juventus Turyn i Real Madryt, a prezes tego ostatniego klubu Florentino Perez ma stać na czele projektu. Wśród założycieli są również: Liverpool, Manchester City, Chelsea Londyn, Arsenal Londyn, Tottenham Hotspur, Barcelona, Atletico Madryt, AC Milan i Inter Mediolan.