Dziennik Gazeta Prawana logo

Beenhakker: Piechniczek? A kto to jest?

12 grudnia 2008, 23:50
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
"Piechniczek? Dla mnie ten facet nie istnieje. To jedna z tych osób, które zawsze chowają się w przeszłości. Zapominając o tym, że w Polsce jest inny ustrój polityczny i przede wszystkim, że zmienił się futbol" - mówi DZIENNIKOWI trener piłkarskiej reprezentacji Polski Leo Beenhakker.


Leo Beenhakker: To jest moje życie, to jest to, co kocham. Przez całą moją karierę nie pamiętam nawet jednego dniaw mojej karierze, bym nie budził się z wyczekiwaniem, co też przyniesie nowy dzień. Dopóki nie przyjechałem do Polski...


Tak. Po raz pierwszy mam takie chwile, że się budzę i naprawdę nie czekam na ten dzień.


Kto to jest? Znam tego faceta?


Ja nie mam z nikim wojny. To on ma jakiś problem ze mną. Dla mnie ten facet nie istnieje!

>>>Leo domaga się przeprosin i odszkodowania


Tak.


Dlatego, że cała jego egzystencja sprowadza się do wygadywania jakichś bzdur na mój temat. Zostawmy go, szkoda naszego czasu i energii. To jedna z tych osób, które zawsze chowają się w przeszłości polskiego futbolu. Zapominając o tym, że mamy zupełnie inne czasy, że w Polsce jest inny ustrój polityczny, że przyszła nowa generacja i przede wszystkim, że zmienił się futbol. Ludzie, którzy ciągle mówią o przeszłości, nie muszą nic mówić o przyszłości. Uciekają wstecz, bo nie mają żadnej wizji i pojęcia, nie tylko o przyszłości, ale także o teraźniejszości. To ogromny problem pana Piechniczka.


Nie. Wiem tylko jedno, nie jestem w stanie z nim współpracować.


Nie. Mogę pracować i dyskutować z każdym, kto chce iść do przodu. Nie jestem w stanie współpracować z ludźmi, którzy po raz setny będą mi opowiadać, jak świetnie utrzymywała się przy piłce Polska w 1974 r! Czy ci ludzie naprawdę nie widzą, że futbol to dziś zupełnie inny sport? Holandia była druga w '74, druga w '78. Pan myśli, że ciągle gramy w ten sam sposób, co w 78? Myśli pan, że holenderscy trenerzy są ciągle na tym poziomie? Co dwa lata robimy aktualizację tego, co się dzieje w międzynarodowej piłce, a później to transferujemy na grunt pracy z młodzieżą. Co dwa lata przyglądamy się, co przyniosły ostatnie mistrzostwa świata czy Europy. W piłce musisz być na czasie. My nie rozmawiamy już o '88 r.

>>>Chcą współpracy z Beenhakkerem?


Nie mówię, że polskiej piłki. Jest chorobą niektórych ludzi, podkreślam niektórych, rządzących polską piłką.


Co pan ma na myśli?


Nienawidzę tego, że dałem się w to wciągnąć. Z drugiej strony nic nie jestem w stanie na to poradzić. Niektórzy ludzie codziennie plują mi w twarz, więc chyba mogę się bronić? Są ludzie, którzy mi powtarzają: „nie przejmuj się, to typowo polskie, przecież to nieważne”. No więc dla mnie to jest ważne. Jeżeli masz coś do powiedzenia komuś, usiądź z nim i wyjaśnijcie sobie kilka kwestii. Mój jedyny kontakt z panem Piechniczkiem przez ostatnie 2,5 roku to było powiedzenie sobie cztery razy dzień dobry. To wszystko! A co tydzień czytam w prasie, co według niego powinienem robić, czego nie, co robię źle i jak to powinienem naprawić. On się komunikuje ze mną poprzez media. Zmieniamy temat!


Szanuje pana Latę. Wygrał demokratyczne wybory. Pana Latę poprosiłem tylko o jedno, by pozwolił mi wykonywać moją pracę. Jeżeli pozwoli mi się pracować swobodnie, to nie ma dla mnie żadnej różnicy, czy prezesem jest pan Lato, czy pan Listkiewicz, czy ktokolwiek inny. Ja ponoszę odpowiedzialność za wyniki, ale muszę mieć swobodę działania.


Tak. Nie mam problemu z panem Lato.


Nie mam żadnego kontaktu z panem Engelem, nie mam więc też problemu.

>>>Lato ma kwity na Beenhakkera?


Co powiedział? Cóż. Mogę panu powiedzieć, że nigdy mnie nie zaprosił do gabinetu. Kiedy ja potrzebowałem czegoś od niego, sam się do niego zgłaszałem. I nigdy w życiu niczego z panem Engelem nie piłem. A tak w ogóle to nigdy nie miałem koniaku w ustach...


To nieprawda. Oczywiście czasem potrzebowałem skonsultować z nim kilka rzeczy planując kalendarz na nowy sezon. Uzgadnialiśmy terminy, tak, by nie kolidowały z ekstraklasą. Ustalałem z nim daty zgrupowań, to wszystko.


Drugi rok z rzędu miała miejsce taka sytuacja. Nie wiem, jak to było. Wiem, że ten obóz zaplanowaliśmy już w marcu 2008 r. Mam na to papiery w domu. Dałem panu Engelowi pismo, on je przekazał Ekstraklasie. W czerwcu ten obóz został zatwierdzony. Kopia pisma została przekazana Listkiewiczowi, druga mnie, a trzecia Engelowi.


Nie ma dla mnie problemu. Nie rozumiem tylko po co, skoro od czerwca wiedział, że mnie nie będzie, w ogóle mnie zapraszał. A przede wszystkim dlaczego umieścił w programie moje wystąpienie, nic mi o tym wcześniej nie mówiąc! Tak naprawdę nie mam jednak z tym problemu.


To nie do końca tak. W tym wywiadzie powiedziałem, że nie mam problemu z nowym zarządem i nowym prezesem, bo to nie mój biznes. Powiedziałem tylko, że chcę mieć swobodę w wykonywaniu pracy. A miałem, i wciąż mimo wszystko trochę mam, poważne wątpliwości, czy będzie mi to umożliwione. Potwierdzeniem tego był chociażby incydent... Może nie incydent, sytuacja z Irlandii.


Tak. Pan Lato i dwóch innych członków zarządu. Takie zachowania nie pochodzą z 2008 r. Nie mieszczą się w moim kodeksie pracy. Uważam, że to była pomyłka. Nic więcej.


Tracę powoli swoją osobowość. Muszę walczyć o to, by zachować siebie. Całe życie byłem po jasnej stronie, teraz zaczynam czasami być w cieniu. Jeszcze nie po ciemnej stronie, ale już w cieniu.


Ten tydzień w Turcji znowu mnie utwierdził w przekonaniu, że ci piłkarze mają ogromne możliwości. Uwielbiam piłkarzy i mój sztab szkoleniowy, ludzi wokół kadry.


To jest dla mnie niesamowite. Czasem naprawdę się wzruszam. Ludzie mnie zaczepiają, mówią mi, żebym się nie poddawał, żebym został, żebym się nie przejmował tym wszystkim wokół polskiej piłki... Ja jestem człowiekiem, codziennie muszę się z tym mierzyć. Z tymi gierkami i układami, tym kopaniem dołków. Mnie to wkurza, że tyle czasu i energii tracimy na takie rzeczy. Zamiast się poświęcać, by czynić polski futbol lepszym, kopiemy się po kostkach. Polska to jest uśpiony gigant, jeżeli chodzi o futbol. Potrzebujemy ludzi mądrych, sprytnych i ambitnych, by tego giganta obudzić. A jak go obudzimy, to Polska naprawdę może stawać do boju z każdym krajem w Europie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj