Wszystko dlatego, że w okresie zimowym trener Michał Probierz musi zbudować praktycznie nową drużynę, która podejmie walkę o utrzymanie w ekstraklasie. Musi to być zespół dużo skuteczniejszy od tego, który jesienią wywalczył dla PGE GKS zaledwie sześć punktów.

Reklama

Jesteśmy w bardzo trudnym położeniu przed rundą wiosenną, w której musimy zdobyć bardzo dużo punktów, by utrzymać się w lidze. Choć dzisiaj wydaje się to niezwykle trudnym zadaniem, to jednak będziemy się starali to zrobić - powiedział szkoleniowiec PGE GKS po zakończeniu pierwszej części rozgrywek.

Jesienią Probierz był jednym z trzech trenerów prowadzących w lidze bełchatowski zespół. Rozgrywki na tym stanowisku rozpoczął Kamil Kiereś, który latem musiał przebudować drużynę.

Po ujawnieniu przez Centralne Biuro Antykorupcyjne i wrocławską prokuraturę informacji, że 29 osób brało udział w ustawieniu przez GKS wyników 33 spotkań drugiej ligi w sezonach 2003/04 i 2004/05 z klubem pożegnali się bramkarz Łukasz Sapela oraz obrońcy Grzegorz Fonfara i Jacek Popek.

Roszady w składzie związane były jednak również z kurczącym się budżetem. Z tego powodu próbowano wytransferować m.in. Dawida Nowaka, najlepiej zarabiającego gracza zespołu. 28-letni napastnik inkasujący co miesiąc ok. 70 tys. zł nie znalazł jednak nowego pracodawcy, a dodatkowo nabawił się kontuzji kolana, która wyeliminowała go z gry na całą rundę.

Zamiast Nowaka zespół opuściło trzech innych podstawowych graczy: obrońcy Damian Zbozień (po wypożyczeniu wrócił do Legii Warszawa) i Filip Modelski (Jagiellonia Białystok) oraz napastnik Marcin Żewłakow (Korona Kielce).

Nowi zawodnicy - Adam Stachowiak (poprzednio AS Anorthossis Famagusta, Cypr), Damian Podleśny (Lewart Lubartów), Adrian Basta (Kolejarz Stróże), Raul Gonzalez (Carabobo FC, Wenezuela), Alan Stulin (FC Kaiserslautern, Niemcy) oraz włączeni do zespołu w trakcie rozgrywek Łukasz Madej (Śląsk Wrocław) i Marko Simic (Ferencvarosi TC, Węgry) - otrzymali niższe pensje niż ich poprzednicy. Nie to było jednak przyczyną coraz gorszej atmosfery w zespole.

Klub nie mógł sobie poradzić z grupą piłkarzy, wobec których miał zaległości finansowe. Nawet zmniejszenie opóźnienia w wypłatach z czterech do dwóch miesięcy nie wpłynęło na poprawę sytuacji. Grupa niezadowolonych graczy za pośrednictwem PZPN domagała się nawet zawieszenia licencji dla bełchatowskiego klubu do czasu uregulowania wszystkich należności. Piłkarska centrala nałożyła jednak na bełchatowian jedynie karę finansową w zawieszeniu.

Reklama

Pozaboiskowe przepychanki miały swoje odzwierciedlenie w wynikach. Rozbity wewnętrznie zespół z meczu na mecz grał gorzej. Gdy po pięciu kolejkach PGE GKS nie miał na koncie żadnego punktu z dalszej pracy zrezygnował trener Kamil Kiereś. Zastąpił go dotychczasowy drugi szkoleniowiec Jan Złomańczuk, który w trzech kolejnych meczach wywalczył z zespołem cztery punkty. Później doszło jednak do kompromitacji.

W dziewiątej kolejce na własnym stadionie PGE GKS przegrał aż 0:5 z warszawską Polonią. Już w 39. minucie tego spotkania, przy wyniku 0:3, Złomańczuk zdjął z boiska kapitana zespołu, b. reprezentanta Polski Kamila Kosowskiego.

Można przegrać mecz, ale po walce. Nie na stojąco. Pytanie za sto punktów: czy zabrakło dzisiaj umiejętności, czy chęci? - mówił po spotkaniu rozgoryczony szkoleniowiec.

Kilka dni później Kosowski, Mate Lacic i Łukasz Budziłek zostali odsunięci od pierwszej drużyny. Był to jednak nie tylko efekt występu przeciw Polonii (Budziłek nie grał), ale też zachowania poza boiskiem, które zdaniem działaczy, godziło w interesy bełchatowskiego klubu.

Po dwóch kolejnych porażkach Złomańczuka zastąpił Probierz. Jemu jednak również nie udało się odmienić zespołu, który w czterech spotkaniach zdobył tylko dwa punkty. Teraz 40-letni szkoleniowiec rozpoczął budowę nowej drużyny, która wiosną ma walczyć o utrzymanie w lidze.