Dziennik Gazeta Prawana logo

Raków wciąż jest pierwszy w wyścigu o tytuł i ma do wykonania trzy kroki [WIDEO]

24 kwietnia 2022, 17:32
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Piłkarz Rakowa Częstochowa Mateusz Wdowiak (L) i Szymon Drewniak (P) z Górnika Łęczna podczas meczu Ekstraklasy
<p>Piłkarz Rakowa Częstochowa Mateusz Wdowiak (L) i Szymon Drewniak (P) z Górnika Łęczna podczas meczu Ekstraklasy</p>/PAP
Piłkarze Rakowa wygrali na własnym boisku z Górnikiem Łęczna i utrzymali pozycję lidera ekstraklasy. Częstochowianie przez większą część meczu posiadali wyraźną przewagę, którą potwierdzili jeszcze w pierwszej połowie zdobyciem dwóch bramek. Jednak w końcówce goście uzyskali kontaktowe trafienie i ambitnie, choć bezskutecznie, starali się walczyć o remis.

Spotkanie rozpoczęło się zgodnie z oczekiwaniami, to znaczy Raków atakował, a Górnik grał bardzo uważnie w obronie, starając się utrzymać rywali jak najdalej od własnego pola karnego. Trzeba jednak przyznać, iż częstochowianie mimo wszystko nie forsowali tempa i grali z dużym spokojem. Jakby przekonani, że bramki to tylko kwestia czasu. Pierwszą okazję na objęcie prowadzenia mieli w ósmej minucie po rzucie rożnym, który egzekwował Ivi Lopez, lecz Maciej Gostomski podbił piłkę i nikt nie doszedł do dośrodkowania.

W 20. minucie dość niespodziewanie swoją szansę miał Górnik, bo celnie z bliska strzelał Marcel Wędrychowski, lecz Vladan Kovacevic zdołał odbić piłkę na róg.

Podrażniony Raków odpowiedział w 23. min rajdem Lopeza, po którym obok słupka główkował Vladislavs Gutkovskis, zaś uderzenie Hiszpana zablokował Bartosz Rymaniak.

"Czerwono-niebiescy" objęli prowadzenie w 32. minucie, gdy z lewej strony boiska piłkę w pole karne Górnika posłał Milan Rundic, z bliska główkował Lopez, ale Gostomski instynktownie obronił, lecz wobec dobitki nogą najlepszego strzelca ekstraklasy był już bezradny.

W 40. min było już 2:0 - po krótko rozegranym przez Raków rzucie rożnym strzelał Giannis Papanikolaou, ale na linii strzału znalazł się Janusz Gol, lecz tym razem skuteczną dobitką popisał się Tomas Petrasek, który w niedzielę po raz 150. założył koszulkę częstochowskiego klubu.

W 44. minucie "czeski wieżowiec" był bliski uzyskania trzeciej bramki, ale tym razem trafił w poprzeczkę.

Zaraz po przerwie doskonałej sytuacji nie wykorzystał Lopez, który z 16 metrów strzelił za wysoko. Z kolei w 52. min z podobnej odległości Rumun Deian Sorescu posłał piłkę obok słupka, w 59. Gutkovskis znów uderzył ponad bramką, a w 67. ponownie spudłował Lopez, tym razem z dość ostrego kąta.

Wydawało się, że trzeci gol dla lidera musi w końcu paść, a tymczasem to goście uzyskali kontaktowe trafienie. Po błędzie defensywy miejscowych Damian Gąska przerzucił piłkę za plecy obrońców, a Jason Lokilo wygrał pojedynek sam na sam z Kovacevicem.

W tym momencie Górnik uwierzył, że może wywieźć spod Jasnej Góry chociaż punkt, a w szeregi gospodarzy wkradła się nerwowość, spotęgowana jeszcze kontuzją Rundica. Próby gości okazały się jednak bezskuteczne, chociaż dwukrotnie byli bliscy powodzenia - w 88. minucie skutecznie interweniował Petrasek, a w trzeciej minucie doliczonego przez arbitra czasu gry z dystansu strzelił Lokilo, lecz Kovacevic nie dał się zaskoczyć.

Raków wciąż jest pierwszy w wyścigu o tytuł i ma do wykonania trzy kroki. Komplet zwycięstw zapewni zespołowi trenera Marka Papszuna pierwsze w historii mistrzostwo Polski.

Raków Częstochowa - Górnik Łęczna 2:1 (2:0)
Bramki: 1:0 Ivi Lopez (32), 2:0 Tomas Petrasek (40), 2:1 Jason Lokilo (71)
Żółta kartka - Raków Częstochowa: Patryk Kun, Ivi Lopez, Jakub Arak, Marcin Cebula. Górnik Łęczna: Janusz Gol, Szymon Drewniak, Bartłomiej Kalinkowski
Sędzia: Krzysztof Jakubik (Siedlce)
Widzów: 4 016
Raków Częstochowa: Vladan Kovacevic - Fran Tudor, Tomas Petrasek, Milan Rundic (73. Oskar Krzyżak) - Deian Sorescu, Giannis Papanikolaou, Ben Lederman, Patryk Kun - Mateusz Wdowiak (80. Sebastian Musiolik), Ivi Lopez (80. Marcin Cebula) - Vladislavs Gutkovskis (59. Jakub Arak)
Górnik Łęczna: Maciej Gostomski - Kryspin Szcześniak, Bartosz Rymaniak (65. Leandro), Tomasz Midzierski - Michał Mak, Szymon Drewniak (65. Bartłomiej Kalinkowski), Janusz Gol, Daniel Dziwniel (78. Przemysław Banaszak) - Marcel Wędrychowski (46. Jason Lokilo), Alex Serrano (56. Damian Gąska) - Bartosz Śpiączka

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Michał Ignasiewicz
oprac. Michał Ignasiewicz

Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraIga Świątek nie dba już o wyniki. Żałuje dwóch błędów »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj