Legia szaleje w Europie
Legia fantastycznie radzi sobie w rozgrywkach Ligi Konferencji. Piłkarze z Łazienkowskiej w czterech meczach odnieśli cztery zwycięstwa.
Legia pokonała kolejno Betis Sewilla 1:0, TSC Backa Topola 3:0, Dynamo Mińsk 4:0 i Omonię Nikozja 3:0. Dzięki temu stołeczny zespół z kompletem punktów oraz bez straconego gola zajmuje drugie miejsce w tabeli. Wyżej jest tylko Chelsea Londyn.
Legia z Mielca przywiozła tylko jeden punkt
Dobra gra w europejskich rozgrywkach nie przekłada się na krajowe podwórko. Legia zajmuje piąte miejsce w tabeli, a do prowadzącego Lecha traci aż dziewięć "oczek".
W niedzielę legioniści mieli szansę na zmniejszenie straty. "Kolejorz" w piątek zremisował z Piastem Gliwice. Gdyby Legia wygrała w Mielcu ze Stalą, to do lidera traciłaby siedem punktów.
Jeszcze w ostatniej minucie regulaminowego czasu gry gości byli blisko zrealizowania swojego celu, ale jak wiadomo gra się do ostatniego gwizdka sędziego. W doliczonym czasie gry Stal strzeliła gola na 2:2 i pozbawiła Legię zwycięstwa. W efekcie podopieczni Goncalo Feio w Mielcu zdobyli tylko jeden punkt, zamiast trzech.
Feio tłumaczył się przed kibicami
Tuż po meczu portugalski szkoleniowiec warszawskiego zespołu został wezwany przez kibiców przybyłych ze stolicy pod płot. Feio stojąc pod sektorem fanów Legii razem ze swoimi piłkarzami usłyszał zapewne kilka cierpkich słów.
Trener Legii o "rozmowę" z kibicami został zapytany na antenie stacji Canal Plus.
To, co jest w domu, zostaje w domu. To są wymogi grania, trenowania i reprezentowania takiego klubu, jak Legia. To się dzieje w każdym kraju, gdy reprezentujesz największy zespół, to są od ciebie, niezależnie od zajmowanego stanowiska, wymagania i tyle. Wiadomo, że dla kibiców najważniejsza jest liga. My o tym wiemy, ale patrzymy na wszystko kompleksowo i walczymy na wszystkich frontach. To czasami przynosi swoje koszty. Ale tak jak mówiłem, reprezentowanie największych klubów w każdym kraju przynosi wymagania - powiedział Feio.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.