Jindrich Trpisovsky (trener Slavii): Straciliśmy gola w sytuacji, na jaką się przygotowywaliśmy. W drugiej połowie wróciliśmy do gry po wyrównującym golu, ale szybko pozwoliliśmy rywalowi zdobyć kolejną bramkę. Raków grał świetnie w defensywie, ciężko było wypracować okazję bramkową, a rywale stwarzali je po kontratakach i stałych fragmentach. Gospodarze byli lepsi pod wieloma względami, przyznaję to z ciężkim sercem. U siebie musimy zagrać lepiej, więcej walczyć, zwłaszcza w obronie. Była ogromna różnica, zwłaszcza w powietrzu. Trzeba poprawić wszystko, co możemy. Raków wygrał zasłużenie.

Reklama

Marek Papszun (trener Rakowa): Mogę być tylko dumny ze swojej drużyny, biorąc pod uwagę skandaliczne sędziowanie. Należały się nam dwa rzuty karny. Były też "mijanki" przy spalonych, po których Ivi Lopez mógł wyjść dwa razy sam na sam z bramkarzem. Tym bardziej szacunek dla moich piłkarzy, bo potrafili zdominować mocnego rywala. Mogę powiedzieć, że nie jestem do końca zadowolony z wyniku, bo wypracowaliśmy za małą zaliczkę. W szatni przekazałem chłopakom, że gdyby ktoś przed meczem powiedział, że wygramy jedną bramką, to wzięlibyśmy to w ciemno, a teraz jest niedosyt. Czeka nas ciężki mecz w Pradze. Obawiam się tam bardziej sędziowania niż rywala.

- Delegat ma różne uwagi, stawia pod znakiem zapytania rozegranie meczu, bo jakieś wejście jest o 20 centymetrów za wąskie, a nie ma VAR-u. To się nie trzyma kupy. To nie idzie w tą stronę, co trzeba. Są rzeczy, które trzeba przypilnować, a nie czepiać się błahostek. Przyjeżdża jeden delegat i nie ma zastrzeżeń, a drugi ma.