Spór pomiędzy piłkarzami a władzami ligi trwa od czerwca 2010 roku, kiedy to wygasły poprzednie układy zbiorowe.

Reklama

Zawodnicy nie zgadzają się z proponowanymi nowymi zasadami, umożliwiającymi klubom wymuszanie na niechcianych graczach zmianę pracodawcy lub zabranianie im trenowania z pierwszą drużyną.

W ubiegłym sezonie AIC dwukrotnie groził strajkiem, ale zawsze przed wyznaczoną datą bojkotu rozgrywek wycofywał się i osiągał ustne porozumienie z władzami Serie A. Przedstawiciele ligi nie sygnowali jednak dotychczas nowej umowy.

Związek wystosował specjalny dokument parafowany przez jego prezesa Damiano Tommasiego oraz kapitanów klubów, domagając się zaakceptowania przez szefów włoskiej ekstraklasy kontraktów zbiorowych, które AIC zaaprobował w maju bieżącego roku. Jak napisano w nim, bez tego nie jest możliwe rozpoczęcie nowego sezonu.

W odpowiedzi szef Serie A Maurizio Beretta poinformował w poniedziałek, że do podpisania umowy może dojść 19 sierpnia, na następnym zgromadzeniu władz. Jego zdaniem strajk nie miałby żadnego sensu, gdyż szanse na osiągnięcie porozumienia są duże.

"Strajk nie zmieniłby nic, pozostawił wszystko tak jak jest obecnie, a tylko zniszczył sport. Prawdziwym problemem, z którym musimy sobie poradzić, jest organizacja szkolenia. To bardzo pilna sprawa. Akceptujemy umowę w 90 procentach. Musimy zrobić jeszcze ten jeden krok" - powiedział Beretta.

Włoch nie jest jednak do końca przekonany, czy należy ustąpić w kwestii niechcianych w klubach piłkarzy.

"Wiele zespołów ma bardzo szerokie kadry. Trenerzy powinni mieć możliwość organizacji pracy w klubie" - zaznaczył.

We włoskiej ekstraklasie, mimo wielu gróźb bojkotu, tylko raz (w marcu 1996 roku) doszło o strajku. Problematyczną kwestią było wtedy słynne prawo Bosmana, m.in. pozwalające graczom zmieniać klub po wygaśnięciu kontaktu za darmo.