Na wyjeździe zespół prowadzony przez Krzysztofa Stelmacha zwyciężył 3:2. Zgodnie z regulaminem przy wyrównanym stanie meczów o końcowym sukcesie decyduje rozgrywany do 15 punktów lub dwupunktowej przewagi tzw. złoty set.

Reklama

Największym osiągnięciem w polskiej historii występów w europejskich pucharach męskich drużyn szczyci się Płomień Milowice, który w sezonie 1977/78 sięgnął po Puchar Europy Mistrzów Krajowych (odpowiednik obecnej Ligi Mistrzów).

Zaksa: Paweł Zagumny, Martins Faustino, Michał Ruciak, Jurij Gladyr, Wojciech Kaźmierczak, Jakub Jarosz, Piotr Gacek (libero), oraz Dominik Witczak, Grzegorz Pilarz, Grzegorz Wójtowicz, Tine Urnaut.

Sisley: Dante Boninfante, Jiri Kovar, Gabriele Maruotti, Rob Bontje, Novica Bjelica, Alessandro Fei, Alessandro Farina (libero), oraz Marcelo Elgarten, Robert Horstink, Samuele Papi, Giorgio De Togni.

W pierwszym secie Zaksa zaczęła od dobrej gry blokiem i zagrywką. Michał Ruciak pojedynczym blokiem zatrzymał Alessandro Fei, Jurij Gladyr uderzył piłkę przechodzącą po kąśliwej zagrywce Wojciecha Kaźmierczaka i ZAKSA osiągnęła kilkupunktową przewagę, której nie oddała do końca seta zakończonego atakiem z przechodzącej Pawła Zagumnego.

Kolejne sety to coraz lepsza gra Włochów, którzy mocno zagrywali, czym utrudniali rozgrywającemu polskiej reprezentacji gubienie bloku rywali.

Następna partia to znowu błędy Zaksy i szybkie prowadzenie Sisleya. Przy sześciopunktowej przewadze gości trener Krzysztof Stelmach wprowadził na boisko zmienników. Pierwsza szóstka wróciła na boisko w czwartej partii, ale niewiele zmieniło to w grze gospodarzy. W końcówce Novica Bjelica pojedynczym blokiem zatrzymał Idiego, a seta mocnym zbiciem zakończył Horstink.

W "złotym secie", gdy Włosi wyrównali stan dwumeczu, goście przeważali. Dobrze blokowali, bronili w polu i bezlitośnie wykorzystywali kontrataki. Na nic zdały się przerwy w grze brane przez trenera Stelmacha. Atak Jarosza został podbity, a przepychankę na siatce wygrał doświadczony Samuele Papi. Potem jeszcze Idi nadział się na blok Treviso, z drugiej linii uderzył Horstink i to goście mogli cieszyć się ze zdobycia pucharu.

Reklama

"To było naprawdę dobre spotkanie, jesteśmy bardzo szczęśliwi ze zwycięstwa. Dziękuję kibicom, bo przy tak dużej publiczności grało się świetnie. Pierwszą partię zagraliśmy słabo, potem było dużo lepiej. To dla nas ważny dzień" - powiedział na pomeczowej konferencji prasowej kapitan Sisleya Samuele Papi.

Kibiców oraz sztab szkoleniowy i drużynę gospodarzy komplementował również trener Sisleya Roberto Piazza.

"Gratulacje dla trenera Stelmacha i całego zespołu, który gra nowoczesną siatkówkę. Stworzyliśmy dzisiaj wspólnie świetne widowisko siatkarskie. W pierwszym secie popełnialiśmy mnóstwo błędów, w drugim i kolejnych zaczęliśmy grać swoją grą. Udało nam się zapomnieć o porażce z Włoch. Patrząc na poczynania Zaksy, myślę, że drużyna może z optymizmem przystąpić do gry w fazie play-off ligi" - ocenił.

Kapitan Zaksy Michał Ruciak gratulował Włochom zwycięstwa. "Sisley zagrał dużo lepiej niż w pierwszym meczu u siebie. Zawodnicy potrafili wykorzystać siłę swojego ataku, mu nie zdołaliśmy powstrzymać ich blokiem i obroną, żeby skontrować. Uciekały nam kolejne punkty i ciężej nam się grało. Do tego nasza słabsza zagrywka - to spowodowało że przeciwnik wygrał i należą się mu wielkie gratulacje".

"Nie jesteśmy szczęśliwi. Przeciwnik nie pozwolił nam grać. Jest mocniejszy od nas we wszystkich elementach. Jak ochłoniemy, może inaczej będziemy postrzegać ten przegrany mecz. Finał przegrany u siebie boli, to nie jest nasz szczęśliwy moment. Z oceną całego występu w pucharach poczekamy kilka dni, ale myślę, że będzie ona pozytywna" - powiedział trener Zaksy.