Polska: Piotr Nowakowski (15), Bartosz Kurek (10), Zbigniew Bartman (19), Michał Kubiak (4), Łukasz Żygadło (1), Marcin Możdżonek (10) i Krzysztof Ignaczak (libero) oraz Jakub Jarosz (2), Paweł Woicki, Michał Ruciak (3), Michał Bąkiewicz (1).

USA: Matthew Anderson (20), David Lee (8), Wiliam Priddy (10), Brian Thornton (2), Russel Holmes (5), Clayton Stanley (9) i Richard Lambourne (libero) oraz Paul Lotman, Ryan Millar, Kevin Hansen.

Zgodnie z zapowiedzią włoski szkoleniowiec Andrea Anastasi postawił na tą samą szóstkę, która dzień wcześniej wygrała z Amerykanami 3:0.

W pierwszym secie zawiodła przede wszystkim zagrywka, którą biało-czerwoni nie potrafili postraszyć rywali, a przyjęcie mieli na poziomie 29 procent. Swojego zdenerwowania z tego powodu nie krył Anastasi, który wielokrotnie zwracał uwagę swoim podopiecznym po zepsutych serwisach. To głównie dlatego Amerykanie wyszli na pięciopunktowe prowadzenie - 14:9.

Ciężko było gonić dobrze dysponowanych mistrzów olimpijskich, którzy popełniali znacznie mniej niewymuszonych błędów niż dzień wcześniej. Przy stanie 19:14 trener biało-czerwonych postanowił wykorzystać drugą przerwę. Gdy Zbigniew Bartman trafił jednak później w aut, wiadomo było, że Polakom będzie trudno rozstrzygnąć tę partię na swoją korzyść. Nie pomogły też zmiany - wprowadzenie Pawła Woickiego i Jakuby Jarosza, mistrzowie Europy ulegli 21:25.

Na początku drugiej partii obraz się odwrócił i Polacy szybko wyszli na prowadzenie 7:1. Znakomitą zmianę dał Michał Ruciak (za Michała Kubiaka), który po wejściu na parkiet zdobył dwa punkty z rzędu i było 14:7. Gra zaczęła układać się w każdym elemencie i biało-czerwoni zdominowali seta - 25:15.

Mistrzowie Europy nie potrafili kontynuować dobrej passy w kolejnej odsłonie. Do pierwszej przerwy technicznej schodzili ze stratą trzech punktów - 5:8. Na rozegraniu pojawił się zatem Paweł Woicki, który zastąpił Łukasza Żygadłę. Na niewiele się to zdało, bo Amerykanie stopniowo powiększali swoją przewagę - 17:10. W końcówce miał Polaków do walki poderwać jeszcze Michał Bąkiewicz, ale i on nie zdołał odmienić obrazu gry i biało-czerwoni przegrali 18:25. Największym problemem była niska skuteczność w bloku, którym nie zdołali zdobyć ani jednego punktu.


To właśnie poprawa postawy w tym elemencie była kluczowa w czwartej partii i doprowadziła do prowadzenia 13:8. Niezbyt długo cieszyli się jednak zebrani na trybunach polscy kibice. Nieskuteczne ataki znalazły odzwierciedlenie w wyniku. Amerykanie wyrównali 15:15 i rozpoczęła się walka punkt za punkt. W końcówce zabrakło jednak zimnej krwi i seria niewymuszonych błędów - podwójne odbicie Żygadły, nieskuteczny atak Bartmana i słaba postawa Kurka zaowocowała przegraną 22:25 i 3:1 w całym spotkaniu.

Polacy w poniedziałek po trzech tygodniach za oceanem wracają do kraju. Przed własną publicznością czekają ich jeszcze spotkania w Płocku z najsłabszą ekipą w grupie - reprezentacją Portoryko (24 i 25 czerwca) oraz w Katowicach z Brazylijczykami (29 i 30 czerwca).

Bez względu na wyniki biało-czerwoni jako organizatorzy mają zapewniony udział w turnieju finałowym (6-10 lipca w Ergo Arenie na granicy Sopotu i Gdańska), w którym wystąpi osiem zespołów.