Kibicom siatkarskim prawie 46-letniego Sergieja Tietuchina przedstawiać nie trzeba. Ma on w dorobku m.in. cztery medale olimpijskie, w tym złoty z Londynu, wicemistrzostwo świata z 2002 roku, pięć krążków mistrzostw Europy oraz liczne sukcesy odniesione w rywalizacji klubowej.
Skazany na siatkówkę
Grający na przyjęciu zawodnik przez wiele lat, choć z przerwami, bronił barw zespołu Biełogorje Biełgorod. To właśnie w tym mieście przyszedł na świat w 2000 roku Paweł, który od początku kariery jest związany z tym klubem. Najpierw występował tam w drużynie młodzieżowej, a potem seniorskiej. Cztery lata temu pojawił się w jego składzie na boisku z ojcem, który w 2018 roku zakończył karierę.
wspominał cytowany na stronie Europejskiej Konfederacji Piłki Siatkowej (CEV) młodszy z Tietuchinów.
Ma on na koncie już kilka sukcesów odniesionych z reprezentacją juniorską, ale trwające obecnie ME są jego debiutem w turnieju tej rangi w „dorosłej” kadrze.
zaznaczył.
"Tata był moim idolem"
On również jest przyjmującym. Na tym analogie się nie kończą. W imprezie zorganizowanej przez Polskę, Czechy, Estonię i Finlandię występuje z ósemką na koszulce, czyli tym samym numerem, który nosił jego ojciec.
wskazał młody siatkarz.
Zapewnił on, że nie odczuwa presji związanej z obecnością ojca w sztabie szkoleniowym.
podkreślił.
"Grając u siebie, Polacy są trzy razy lepsi"
Rosjanie niewiele ponad miesiąc temu wywalczyli w Tokio wicemistrzostwo olimpijskie. Wówczas Tietuchina juniora nie było w składzie, ale ma on teraz szansę awansować z drużyną narodową do strefy medalowej ME. By tak się stało musi wraz z kolegami pokonać we wtorkowy wieczór Polaków w Gdańsku.
zapewnił Paweł Tietuchin.