Dziennik Gazeta Prawana logo

Na co możemy liczyć w Vancouver?

27 stycznia 2010, 22:15
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Czterdziestu sześciu sportowców będzie reprezentowało Polskę podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Vancouver. "Wysyłamy do Vancouver silną reprezentację, w której są wielkie gwiazdy i młodzi zawodnicy będący nadzieją na przyszłość" - powiedział minister sportu i turystyki Adam Giersz.

W Centrum Olimpijskim w Warszawie odbyła konferencja, na której ogłoszono skład polskiej kadry. Panowała podniosła i optymistyczna atmosfera.

Zapewniliśmy naszym zawodnikom optymalne warunki przygotowań. Po raz pierwszy wprowadziliśmy indywidualny program przygotowań dla zawodników mających potencjał medalowy. Wierzymy, że ten potencjał wykorzystają mówił minister Giersz.

Optymizm szefa resortu sportu jest zrozumiały. Polska ma w tym roku dużą szansę po raz pierwszy w historii zdobyć więcej niż dwa medale podczas zimowych igrzysk olimpijskich. Jednak znacznie ciszej mówi się o tym, że większość tych nadziei spoczywa na barkach Justyny Kowalczyk. Tak naprawdę Justyna ma cztery szanse medalowe w konkurencjach indywidualnych, bowiem w tym sezonie nawet w sprintach zajmowała czołowe lokaty przyznaje Apoloniusz Tajner, prezes Polskiego Związku Narciarskiego, który nie obawia się, że forma najlepszej sportsmenki przyszła zbyt wcześnie. Do tej pory sprawdza się wszystko, co mówił trener Wieretielny, i nie ma żadnych podstaw, aby mu nie wierzyć. Wygląda na to, że Justyna jest w znakomitej formie.

Gorzej wygląda sytuacja naszych innych. Wyniki skoczków narciarskich z Adamem Małyszem na czele i biathlonisty Tomasza Sikory w tej chwili nie upoważniają do stawiania ich w roli faworytów do olimpijskich laurów. Co najwyżej zaliczają się oni do grona kandydatów do zajęcia wysokich pozycji. Ja jednak utrzymuję, że skoczkowie też mają trzy szanse medalowe. Forma Adama Małysza rośnie, mimo wszystko liczę też na drużynę i odrodzenie Kamila Stocha mówi Tajner.

Zgodnie z oczekiwaniami w ostatniej chwili skład reprezentacji został rozszerzony o ośmiu zawodników, którzy nie spełnili minimów stawianych przez PKOl, zdecydowanie bardziej rygorystycznych od tych określonych przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski. Zareagowaliśmy na emocjonalny apel Rady Przygotowań Olimpijskich, ale tylko w przypadku sportowców spełniających trzy warunki: są w wieku do 23 lat, niewiele zabrakło im do spełnienia naszych kryteriów i w ostatnim czasie wykazali zwyżkę formy wyjaśnia Nurowski.

>>>Czytaj dalej>>>

Pytanie, czy 46-osobowa kadra rzeczywiście odpowiada naszej pozycji w sportach zimowych. W historii polskich startów olimpijskich pięć razy wysyłaliśmy już liczniejszą reprezentację, ale prawie zawsze znajdowała się w niej drużyna hokeja na lodzie. Cztery lata temu w Turynie kadra też liczyła 46 sportowców, ale już osiem lat temu w Salt Lake City tylko 30.

Apeluję do dziennikarzy, a zwłaszcza parlamentarzystów, żeby wstrzymali się z organizowaniem konferencji do końca igrzysk odpowiedział na te wątpliwości Piotr Nurowski, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego, nawiązując do zdarzenia sprzed czterech lat. Po kilku nieudanych startach polskich sportowców w Turynie politycy PO zorganizowali spotkanie, na którym bardzo krytycznie ocenili występ naszej ekipy. Jak się okazało, przedwcześnie. W ostatnich dniach medale zdobyli Sikora i Kowalczyk.

Oprócz 46 sportowców do Vanvouver pojedzie 60 osób z kierownictwa misji oraz zaplecza szkoleniowo-techniczno-medycznego. W tym roku nie ma żadnych osób towarzyszących. Każdy z członków tego zespołu odpowiada za konkretne kwestie zaznacza prezes Nurowski. Oczywiście dobór tych ludzi był zależny od pozycji poszczególnych zawodników. I tak zespół Justyny Kowalczyk liczy siedem osób, Sikory osiem, a skoczków sześć. Siłą rzeczy zabrakło miejsca dla opiekunów innych zawodników, ale regulamin igrzysk jest w tej kwestii nieubłagany.

Podczas wczorajszej konferencji została podpisana umowa sponsorska pomiędzy PKOl i TP SA. Tym samym jedna z największych firm została siódmym sponsorem komitetu. Chodzi nam nie tyle o promocję konkretnego produktu, tylko pokazanie, że zawsze jesteśmy być związani z tym, co jest ważne dla Polaków wyjaśnił Maciej Witucki, prezes TP SA.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj