Trzykrotna olimpijka, czternastokrotna mistrzyni kraju, w drugim poniedziałkowym przejeździe decydującym o awansie do ścisłego finału slalomu giganta równoległego, upadła pod koniec trasy. Leżącą na stoku zawodniczkę z trudem ominął Dawidek.

"Nie dość, że mnie nie rozjechał, zachował się skandalicznie. Krzyknął do mnie +stara p... do domu+, a potem, do mego męża +ćwoku, do domu dzieci pilnować+. Słyszeli to wszyscy, stojący na mecie i na stoku w pobliżu zdarzenia. Nie mogę się pogodzić z tak nagannym i niesportowym zachowaniem trenera, dlatego, aby nigdy więcej nie powtórzyła się taka sytuacja, zamierzam wnieść do sądu pozew cywilny o zniesławienie" - powiedziała PAP Marczułajtis-Walczak.

Radna sejmiku woj. małopolskiego dodała, że Paweł Dawidek stwierdził publicznie: "Nie wytrzymałem, musiałem jej powiedzieć stara p... do domu, a ch... najwyżej zapłacę 500 zł kary".

Takie słowa padły w obecności uczestników mistrzostw Polski - blisko 60 zawodników i kilkunastu szkoleniowców. Nieetyczne zachowanie Dawidka potwierdziły - jak dotychczas - swym podpisem 33 osoby.

Wiele zastrzeżeń wnieśli również snowboardziści do organizacji zawodów w Jurgowie, które - jak się okazało - nie zostały zgłoszone do kalendarza FIS. Nie było dodatkowego pomiaru czasu na wypadek awarii, trasa nie została należycie zabezpieczona, rywalizacja była sędziowana przez osoby nie mające do tego uprawnień.

"Potwierdzam te wszystkie zarzuty - oświadczył w rozmowie z PAP zawodnik i trener klubu AZS Zakopane Marcin Sitarz. - Podejrzewam, że związek nie ma pieniędzy, więc nie mógł zapłacić za przyjazd delegata FIS. Na 10 dni przed mistrzostwami w ogóle nie było wiadomo czy się odbędą, a na trzy dni zmieniono miejsce. Nasza zawodniczka Karolina Jasion wypadła z trasy i przeleciała pod siatką zabezpieczającą, co dowodzi, że była źle ustawiona. Nie powinno być prześwitu od śniegu do dolnej krawędzi".

Jest również podejrzenie o sfałszowanie wyników slalomu giganta równoległego kobiet. Jak twierdzą świadkowie, pierwotnie na pierwszym miejscu była Karolina Sztokfisz (AZS Zakopane) przed Aleksandrą Król (KS F2 dawidek team.pl Zakopane). Potem kolejność uległa zmianie i złoty medal przyznano córce prezesa.

"Pan Król mętnie wyjaśniał, że nastąpił błąd na tablicy. Jaka jest prawda, trudno będzie dowieść" - zaznaczyła Marczułajtis-Walczak. Jej wątpliwości potwierdziły też inne osoby. "Nie wiem, czy będzie można dojść do prawdziwych rezultatów" - mówił Sitarz.


Nieodpowiednim posunięciem było także powierzenie funkcji sędziego głównego Rajmundowi Bomowi, członkowi zarządu, którego syn Oskar zdobył dwa złote medale.

"Nie można oczywiście twierdzić, że ojciec pomógł synowi by stanął na podium, ale aby nie było żadnych podejrzeń, tę funkcję mogła pełnić inna osoba" - powiedzieli zgodnie Marczułajtis i Sitarz.

W środę na telefony oraz SMS-y PAP z prośbą o kontakt nie odpowiedzieli: prezes Polskiego Związku Snowboardu Marek Król, trener kadry Paweł Dawidek oraz Małgorzata Pietrucha z biura związku. Wcześniej, przed incydentem w Jurgowie, PAP nie miała większych problemów, by rozmawiać z tymi osobami.