Konto Żyły na Facebooku "śledzi" ponad 1,1 miliona użytkowników serwisu. Próżno szukać na świecie innego skoczka z takim wynikiem. Jedyną konkurencją pod tym względem jest broniący Kryształowej Kuli za triumf w Pucharze Świata Stoch - 974 tysiące fanów. Dla porównania, mający najwięcej zwycięstw w PŚ w tej dyscyplinie Austriak Gregor Schlierenzauer ma w tym serwisie 227 tys. kibiców, a inni zdobywcy Kryształowej Kuli: Szwajcar Simon Ammann - 145 tys., Słoweniec Peter Prevc - 102, Niemiec Severin Freund - 90, Austriak Stefan Kraft - 55 tysięcy.

Niewiele lepiej przedstawiają się statystyki czołowych skoczków trwającego sezonu. Prowadzący w klasyfikacji generalnej PŚ oraz Turnieju Czterech Skoczni Japończyk Ryoyu Kobayashi w ogóle nie ma oficjalnego profilu, drugi w TCS Markus Eisenbichler ma niewiele ok. 21,5 tys. "śledzących" go internautów.

W tej dyscyplinie wyróżnia się jeszcze tylko... Adam Małysz. Były mistrz świata i srebrny medalista olimpijski ma "za sobą" wciąż 596 tysięcy internautów, mimo że w 2011 roku zakończył karierę.

Także w innych dyscyplinach narciarskich trudno znaleźć bardziej popularnych sportowców. Wyjątkiem jest znakomita alpejka Lindsey Vonn, uchodząca w USA niemalże za celebrytkę, którą "obserwuje" ponad 1,3 miliona użytkowników Facebooka. Znacznie skromniejsza jest rzesza fanów dominujących obecnie w tym sporcie Austriaka Marcela Hirschera - 576 tys. i innej Amerykanki Mikaeli Shiffrin - 394 tysiące.

Granicy pół miliona fanów nie przekraczają też biathloniści. Zdobywcę Kryształowej Kuli w ostatnich siedmiu sezonach Francuza Martina Fourcade'a "śledzi" 447 tys. internautów. Być może najsłynniejszy w dziejach tej dyscypliny Norweg Ole Einar Bjoerndalen, emerytowany już "król biathlonu", ma ich za sobą 216 tysięcy.

W biegach "dominatorką" jest... Justyna Kowalczyk - 874 tysiące. Wysoko pod tym względem są Norwegowie Petter Northug - 439 tys. i Therese Johaug - 356 tys. Najbardziej utytułowana w historii zimowych igrzysk olimpijskich Marit Bjoergen ma na Facebooku niecałe 50 tysięcy fanów.

Choć liczbę internautów "śledzących" profil na Facebooku można na razie uznać za ciekawostkę, zaczyna ona odgrywać w sporcie coraz większą rolę. Świadoma tego jest np. norweska federacja narciarska, która zatrudniła osobę odpowiedzialną wyłącznie za prowadzenie kont w mediach społecznościowych.

"Nie wystarczy już obecność i dobry występ w zawodach, trzeba otwierać wszystkie kanały. Media społecznościowe to bardzo ważna rzecz, dlatego w nią inwestujemy" - wyjaśnił trener norweskich skoczków Austriak Alexander Stoeckl.

Potrzeba zaistnienia w internecie jest ważna z punktu widzenia pozyskiwania sponsorów. Wielu z nich przed zawarciem kontraktu sprawdza popularność sportowca bądź związku narciarskiego na Facebooku, Instagramie czy Twitterze.

Trener polskich skoczków Stefan Horngacher przyznał, że choć Polski Związek Narciarski nie przykłada do tych zagadnień większej wagi, to jednak na razie nie ma większego znaczenia.

"Mamy do dyspozycji wszystko, czego potrzebujemy. Trzeba sporo inwestować - sprzęt, treningi, hotele, przejazdy, co tam jeszcze. Pod tym względem w ciągu trzech ostatnich lat awansowaliśmy do najwyższej klasy. Ale w kwestii mediów społecznościowych jesteśmy najbardziej nieświadomym zespołem. W rywalizacji drużynowej jesteśmy najlepsi i mamy za sobą media, ale nie zatrudniamy nawet rzecznika prasowego" - powiedział Horngacher.

Liczby Vonn, Żyły, Stocha czy Kowalczyk imponują, ale tylko w świecie sportów zimowych. Daleko im do światowych gwiazd piłki nożnej, lekkoatletyki czy Formuły 1. Dla przykładu, profil Brytyjczyka Lewisa Hamiltona "śledzi" ponad cztery miliony osób, Roberta Lewandowskiego - 9,2 mln, Jamajczyka Usaina Bolta - 18,4 mln, a Portugalczyka Cristiano Ronaldo - 121 mln.