Początki Żyły na skoczni zwiastowały jego szybkie sukcesy. Urodzony w Cieszynie zawodnik został zauważony przez pierwszego trenera Adama Małysza - Jana Szturca, który na fali sukcesów swojego wychowanka szukał kolejnych talentów.
Interesowali go uczniowie drugich klas, którym zadawał to samo pytanie: Czy chcesz skakać tak jak Adam? Czy chcesz zwyciężać tak jak on? Jego notes szybko wypełniał się nazwiskami kolejnych chłopaków. Jednym z nich był 8-letni Żyła.
– wspominał początkowe próby Żyły Szturc.
Na chwilę przepadł
Kolejne lata to szybki rozwój zawodnika. W 2005, trenując pod okiem Austriaka Stefana Horngachera, zdobył wspólnie m.in. z Kamilem Stochem srebrny medal mistrzostw świata juniorów w drużynie. Rok później otrzymał szansę występu w Pucharze Świata. W debiucie Żyła spisał się znakomicie i kilka dni po swoich 19. urodzinach zajął w japońskim Sapporo kolejno 19. i 20. miejsce.
Później jednak praktycznie przepadł, choć wciąż uchodził za obiecującego skoczka. Kiedy Małysz kończył karierę w 2011 roku, to właśnie Żyłę wymieniał wśród najlepiej zapowiadających się zawodników.
- mówił wtedy o skoczku czterokrotny medalistka olimpijski.
W marcu 2013 roku Żyła po raz pierwszy stanął na podium PŚ zajmując - ex aequo z Gregorem Schlierenzauerem - pierwsze miejsce w konkursie w Oslo. Kilka dni później dołożył do tego trzecie miejsce na mamucim obiekcie w Planicy. Niestety, jak wspominał później sam zawodnik, sezon się skończył nim on zdążył ustabilizować formę.
"Garbik" ograniczał prędkość
Przez trzy kolejne zimy Żyła spisywał się dużo słabiej. Wtedy głośno zrobiło się też o jego nietypowej pozycji najazdowej zwanej "garbikiem". Nieodpowiednia technika miała ograniczać jego prędkość i utrudniać wyjście z progu. Do porzucenia nieefektywnego stylu namawiali Żyłę m.in. Małysz oraz Szturc. Zawodnik jednak uparcie trzymał się swoich przyzwyczajeń, wracając myślami do sukcesu z Norwegii.
- powiedział Szturc.
Podobno modyfikacja stylu przebiegła dość sprawnie.
– przyznał Żyła. - stwierdził za to Horngacher, który kadrę A objął w 2016 roku.
Beztroski żartowniś
Efekty przyszły szybko. W sezonie 2016/17 odmieniony Żyła najpierw zajął drugie miejsce w Turnieju Czterech Skoczni, a potem zdobył brązowy medal mistrzostw świata na dużym obiekcie w Lahti. Ten sukces zaskoczył go tak bardzo, że jeszcze długo po konkursie nie rozumiał, co się wydarzyło i z trudem odpowiadał na najprostsze pytania. Stał się też pewnym punktem drużyny, z którą w Finlandii, dwa dni po swoim brązowym krążku, świętował pierwsze w historii Polski drużynowe mistrzostwo świata.
Łącznie na pucharowym podium stanął 17 razy; wygrać udało mu się jeszcze na mamucie w Kulm w lutym 2020 roku. Kryzysy wciąż mu się jeszcze zdarzały, ale mimo etykiety beztroskiego żartownisia, do skoków podchodził bardzo poważnie.
W dołek wpadł już w sezonie 2017/18 i w efekcie nie znalazł się w drużynie na olimpijski konkurs w Pjongczangu. Do tego niepowodzenia podszedł jednak z wielkim spokojem.
- powiedział PAP w Planicy po zakończonym cyklu 2017/18.
- dodał wówczas.
Pomogła gra na gitarze?
Żyła przyznał również, że nie skacze dla trofeów.
podkreślił.
Po sobotnim sukcesie powiedział natomiast, że pełen energii był już od samego rana, a czas przed konkursem poświęcił przede wszystkim na grę na gitarze. Pasją tą zaraził go kilka lat temu Horngacher.
Sukcesy na wielkich imprezach mogły nie być celem samym w sobie Żyły, ale przy jego talencie oraz odpowiednim nastawieniu były kwestią czasu. Jego triumf w Oberstdorfie jest niespodzianką, jednak podczas przyszłorocznych igrzysk w Pekinie ewentualny medal Żyły nikogo już nie będzie dziwił.