Spotkanie w wypełnionej ponad 18 tys. widzów hali Rogers Place rozpoczęło się po myśli gości, którzy w czwartej minucie wykorzystali grę w przewadze i obrońca Cale Makar strzałem z dalszej odległości zaskoczył bramkarza "Nafciarzy".

Reklama

Gospodarze po świetnej drugiej tercji objęli prowadzenie 3:1, a w 44. minucie po drugim tego dnia trafieniu Zacha Hymana wyszli na 4:2. Wtedy jednak piąty bieg wrzuciła ekipa z Denver i dość szybko doprowadziła do remisu, a po golu Fina Mikko Rantanena w przewadze wygrywała nawet 5:4. Z prowadzenia hokeiści Avalanche cieszyli się niespełna dwie minuty, gdyż Zack Kassian wyrównał. Więcej goli nie padło i konieczna była dogrywka.

Po 79 sekundach dodatkowego czasu goście wygrali wznowienie pod bramką Oilers, Makar uderzył spod niebieskiej linii, Fin Artturi Lehkonen najpierw zmienił tor lotu krążka, a następnie przejął go po interwencji Mike'a Smitha, "objechał" bramkarza miejscowych i umieścił w siatce. 6:5.

Reklama

Lehkonen wcześniej zaliczył dwie asysty, a Makar uzbierał łącznie pięć punktów, bo aż cztery razy otworzył kolegom drogę do bramki Oilers.

Avalanche awansowali do wielkiego finału po raz trzeci w historii. Dwa poprzednie wygrali - w 1996 roku z Florida Panthers 4-0 oraz w 2001 z New Jersey Devils 4-3. Przesąd mówi, że dotknięcie Clarence S. Campbell Bowl, nagrody dla najlepszej drużyny Konferencji Zachodniej, przynosi pecha.

Niektórzy chłopcy chcieli "pogłaskać" puchar, inni nie. Dyrektor generalny Joe Sakic powiedział mi: "rób, co chcesz", ale jako kapitan nie mogłem odmówić - przyznał z uśmiechem Szwed Gabriel Landeskog, który w tym meczu zdobył gola i miał dwie asysty.

Reklama

To była strasznie kręta droga. Długo nam zeszło, żeby ponownie znaleźć się w finale, ale wreszcie jesteśmy. Przed nami jednak dopiero ten najważniejszy bój, ten najważniejszy krok - dodał Landeskog.

Młoda drużyna Oilers dopiero nabiera charakteru

Awans do finału konferencji to największy sukces młodej drużyny Oilers, która chce nawiązać do wielkich tradycji sprzed czterech dekad, kiedy Wayne Gretzky, Mark Messier czy Fin Jari Kurri pięciokrotnie prowadzili zespół do Pucharu Stanleya. Ostatnim podobnym sukcesem był finał w 2006 roku, zakończony porażką 3-4 z Carolina Hurricanes.

Leon Draisaitl, pomimo urazu kostki, zaliczył w poniedziałek cztery asysty. Co najmniej trzy punkty Niemiec uzyskał siedmiokrotnie w 16 meczach play-off, co wcześniej udało się tylko legendarnemu Gretzky'emu. Z kolei Connor McDavid, drugi gwiazdor i kapitan "Nafciarzy", 12 razy w tegorocznym play-off odnotował minimum dwa punkty do klasyfikacji kanadyjskiej. Więcej takich występów w jednym sezonie odnotowali tylko Gretzky - dwukrotnie (13 w 1985 roku i 14 w 1988) oraz Mario Lemieux (14 w 1991).

Żeby coś wygrać, najpierw trzeba swoje przegrać. Każda drużyna przez to przechodzi. Musimy się dotrzeć, wyciągnąć lekcje z każdej porażki, stać się "play-off team" i wtedy nadejdzie nasz czas. Dobrym przykładem są Avalanche, którzy też przeszli długą drogą, przeżyli sporo rozczarowań, ale wreszcie mają Puchar Stanleya na wyciągnięcie ręki - podsumował McDavid.

Zespół z Denver w finale zmierzy się ze zwycięzcą Konferencji Wschodniej. Na razie w finale hokeiści New York Rangers prowadzą z najlepszymi w lidze w dwóch poprzednich sezonach Tampa Bay Lightning 2-1. Kolejny mecz - w środę na Florydzie.

Wyniki poniedziałkowego meczu finału Konferencji Zachodniej hokejowej ligi NHL:

Edmonton Oilers - Colorado Avalanche 5:6 (po dogr.)
(stan rywalizacji do czterech zwycięstw: Avalanche wygrali 4-0)