W środę wydano komunikat informujący, że z powodu zagrożenia dla zdrowia publicznego związanego z pandemią koronawirusa tegoroczny Wimbledon nie odbędzie się. Słynny londyński turniej na kortach trawiastych zaplanowany był w dniach 29 czerwca - 12 lipca. Poprzednio odwołano go - w związku z II wojną światową - w 1945 roku.
- zaznaczył Fibak.
Według niego środowa decyzja mogła mieć związek także z tym, że Anglicy nie chcieli, by ich prestiżowa impreza odbywała się w innym niż zwykle terminie.
- skwitował.
Już wcześniej o nowym terminie poinformowali organizatorzy French Open. Wielkoszlemowy turniej na kortach ziemnych w Paryżu pierwotnie miał się odbyć na przełomie maja i czerwca. Po zmianie ma to nastąpić tydzień po US Open, czyli między 20 września a 4 października.
- zwrócił uwagę słynny tenisista, który 40 lat temu dotarł do ćwierćfinału Wielkiego Szlema na trzech różnych nawierzchniach (kortach ziemnych French Open, trawie Wimbledonu i "betonie" US Open).
Jednocześnie przyznał, że ma spore wątpliwości, czy pozostałe dwa turnieje tej rangi rzeczywiście dojdą do skutku w tym roku.
- ocenił.
Zwycięzca 15 turniejów ATP w singlu i 52 w deblu przypomniał też, że również Australian Open, który odbył się w styczniu, był poważnie zagrożony, choć nie z powodu koronawirusa.
- zaznaczył.
Fibak przyznał, że gdyby jednak US Open i French Open doszły do skutku, to w najtrudniejszej sytuacji byłby Hiszpan Rafael Nadal, który w obu imprezach broniłby tytułu. Ekspert uważa zaś, że podwójnym "cichym beneficjentem" obecnej sytuacji jest Roger Federer. Szwajcar w lutym przeszedł artroskopię kolana.
- podkreślił ekspert.