Wielu obserwatorów środowego pojedynku rozstawionej z "ósemką" Świątek i Sakkari (17.) zauważyło, że zawodniczka z Aten często posyła piłkę tak, by Polka musiała zagrać forhendem. To uderzenie generalnie uchodzi za jeden z największych atutów obrończyni tytułu, ale jak sama przyznała, tego dnia ją zawodziło. Podopieczna trenera Piotra Sierzputowskiego chwaliła rywalkę za dobrą taktykę, ale Greczynka nie chciała opowiadać o planie, jaki miała na ten pojedynek.
- zaznaczyła tenisistka z Aten na konferencji prasowej po wygranej 6:4, 6:4.
Przed nią żadna zawodniczka z jej ojczyzny nie dotarła nawet do ćwierćfinału w Wielkim Szlemie. Po zwycięstwie nad Polką usiadła na ławce, a wówczas uszły z niej emocje. Twarz przykryła wówczas ręcznikiem.
- przyznała później.
25-letnia tenisistka nie ma jednak zbytnio czasu na świętowanie. Półfinałowy pojedynek z Czeszką Barborą Krejcikovą rozegra już w czwartek.
- podkreśliła.
Wszystkie cztery półfinalistki tegorocznej edycji zmagań na kortach im. Rolanda Garrosa dotarły do tego etapu zmagań w Wielkim Szlemie po raz pierwszy.
- podsumowała Sakkari.
Ona sama długo nie mogła przekroczyć w zmaganiach tej rangi granicy trzeciej rundy. Dopiero w poprzednim sezonie po raz pierwszy przeszła ten etap. Udało jej się to na twardej nawierzchni - w Australian Open i US Open.
- analizowała Greczynka.
W 1/8 finału obecnej edycji French Open wyeliminowała ubiegłoroczną finalistkę - rozstawioną z numerem czwartym Amerykankę Sofię Kenin.
Sakkari jest najwyżej notowaną spośród półfinalistek trwającej obecnie imprezy w Paryżu. Zapewniła jednak, że niczego to nie zmienia w jej odczuciu.
- podkreśliła.
Grecja ma więcej powodów do radości. Do półfinału w singlu oprócz Sakkari awansował bowiem również Stefanos Tsitsipas.