Wielu obserwatorów środowego pojedynku rozstawionej z "ósemką" Świątek i Sakkari (17.) zauważyło, że zawodniczka z Aten często posyła piłkę tak, by Polka musiała zagrać forhendem. To uderzenie generalnie uchodzi za jeden z największych atutów obrończyni tytułu, ale jak sama przyznała, tego dnia ją zawodziło. Podopieczna trenera Piotra Sierzputowskiego chwaliła rywalkę za dobrą taktykę, ale Greczynka nie chciała opowiadać o planie, jaki miała na ten pojedynek.

Reklama

Nie powiem wam tego. Nie ma mowy, abym wam powiedziała, co robiłam. Nie zamierzam odpowiedzieć, czy rzeczywiście celowałam w jej forhend czy nie. Każda zawodniczka ma swój styl i sposób, w jaki realizuje plan. W moim odczuciu mam mocny forhend, dobry na kortach ziemnych. Muszę z tego korzystać. Dziś dobrze też serwowałam. To wszystko, co mogę powiedzieć na ten temat - zaznaczyła tenisistka z Aten na konferencji prasowej po wygranej 6:4, 6:4.

Przed nią żadna zawodniczka z jej ojczyzny nie dotarła nawet do ćwierćfinału w Wielkim Szlemie. Po zwycięstwie nad Polką usiadła na ławce, a wówczas uszły z niej emocje. Twarz przykryła wówczas ręcznikiem.

Brak mi słów. Marzenie się spełniło - przyznała później.

25-letnia tenisistka nie ma jednak zbytnio czasu na świętowanie. Półfinałowy pojedynek z Czeszką Barborą Krejcikovą rozegra już w czwartek.

Nie chcę się zbytnio ekscytować, bo nie mam jutro dnia wolnego. Muszę wciąż grać i pozostać skupioną. Ale to z pewnością duże osiągnięcie. Czerpię radość z mojego tenisa i życia. Mam wokół siebie ludzi, którzy mówili mi, że to nadejdzie i mieli rację. Byłam niecierpliwa i powtarzałam im "Kiedy? Kiedy? No kiedy?". Wreszcie nadeszło to w tym tygodniu i cieszę się z tego - podkreśliła.

Wszystkie cztery półfinalistki tegorocznej edycji zmagań na kortach im. Rolanda Garrosa dotarły do tego etapu zmagań w Wielkim Szlemie po raz pierwszy.

Myślę, że my wszystkie grałyśmy naprawdę dobrze w tym roku. Zasady dotyczące ustalania kolejności w rankingu są trochę pechowe i nie oddają obecnych realiów. Myślę, że dlatego dla wszystkich niespodzianką jest taki skład w "czwórce". Anastazja Pawliuczenkowa grała bardzo dobrze w Madrycie, Barbora dotarła do finału w Dubaju i wygrała przed French Open w Strasburgu. Niespodzianki się zdarzają, częściej u kobiet niż u mężczyzn. Ale wszystkie cztery jesteśmy bardzo dobrymi zawodniczkami, które mogą zdobyć tytuł - podsumowała Sakkari.

Ona sama długo nie mogła przekroczyć w zmaganiach tej rangi granicy trzeciej rundy. Dopiero w poprzednim sezonie po raz pierwszy przeszła ten etap. Udało jej się to na twardej nawierzchni - w Australian Open i US Open.

Myślałam o tym wiele razy, że może to była moja granica i nie mogłam awansować wyżej w rankingu i lepiej w turniejach. Ale w tym roku udowodniłam sobie, że gram naprawdę dobrze. Pokonałam wiele bardzo dobrych zawodniczek. Prawdopodobnie też to, że miałam wokół siebie odpowiednie osoby, które mówiły, że mogę to zrobić, dało mi dużo pewności siebie w osiągnięciu tego - analizowała Greczynka.

W 1/8 finału obecnej edycji French Open wyeliminowała ubiegłoroczną finalistkę - rozstawioną z numerem czwartym Amerykankę Sofię Kenin.

Sakkari jest najwyżej notowaną spośród półfinalistek trwającej obecnie imprezy w Paryżu. Zapewniła jednak, że niczego to nie zmienia w jej odczuciu.

Reszta dziewczyn gra bardzo dobrze. Drabinka tak bardzo się zmieniła, że nie ma znaczenia, kto jest najwyżej notowany. Jesteśmy czterema bardzo dobrymi zawodniczkami. Nie sądzę, by liczyła się tu pozycja w rankingu - podkreśliła.

Reklama

Grecja ma więcej powodów do radości. Do półfinału w singlu oprócz Sakkari awansował bowiem również Stefanos Tsitsipas.