Dziennik Gazeta Prawana logo

Trener koszykarzy: Paszport to nie prezent

20 lipca 2009, 21:08
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
"Mam najlepszych koszykarzy, na jakich nas stać, ale nie jest to drużyna marzeń. Zresztą jak myślę dream team, to widzę Amerykanów, a nie Polaków" - mówi DZIENNIKOWI Muli Katzurin. Selekcjoner reprezentacji Polski opowiada o swojej drużynie, jej gwiazdach i polskim baskecie.

Jeśli oni rzeczywiście będą gotowi do gry w kadrze, to będzie to najlepsza drużyna, jaką Polska może obecnie wystawić. Może brakuje nam Zamojskiego z Prokomu, ale nie mogę narzekać na ten skład.

Nie mogę tak powiedzieć. Po prostu mam najlepszych, na jakich nas stać. A drużyna marzeń to coś idealnego, niemal nieosiągalnego. Zresztą, jak myślę „dream team”, to widzę Amerykanów, a nie Polaków (śmiech).

Cieszę się, to mi się podoba. Lubię, jak mamy wysokie wymagania wobec samych siebie. Polska ma dużo utalentowanych zawodników, gramy u siebie, będziemy mieli za sobą rzeszę fanów. To ogromna szansa wreszcie coś zdziałać, ale trzeba zacząć od siebie – postawić sobie konkretne wymagania.

Kluczem to zwycięstwa jest gra zespołowa. To podstawa mojej filozofii. Musimy być jak jeden organizm. Jedni zawodnicy nie myślą o sobie, patrzą na mecz przez pryzmat drużyny. Inni mają duże ego, chcą się popisać, bo wydaje im się, że taki turniej to czas na popisy, jest „showtime”. Oczywiście będę o tym rozmawiał z moimi zawodnikami, ale chyba wszyscy podzielają moje zdanie.

Ostatni sezon pokazał, że Marcin da sobie radę w każdym przypadku. W Orlando wiedzą, na co go stać, był coraz lepszy z każdym kolejnym meczem. Jest bardzo ambitny i na pewno dalej będzie się rozwijał. Tak czy owak, jestem z nim.

Na pewno diametralnie inny niż Chimki Moskwa. Maciej nie grał wcześniej w takiej drużynie – i jeśli chodzi o fanów i kontakty z mediami czy umiejętności kolegów. Nigdy nie był częścią czegoś takiego. W jego przypadku to na pewno awans, ale to był czas, aby zrobić krok do przodu. Od kiedy miał 17 lat, każdy mówił, jaki ma wielki talent. Teraz Maciej może to udowodnić.

Przede wszystkim jak rozmawiasz o Maccabi, to nie mówisz o lidze, tylko Eurolidze. Najlepszy izraelski klub co rok chce grać w Final Four. Ma mnóstwo pieniędzy, na każdy mecz przychodzi kilkanaście tysięcy widzów. No i przede wszystkim jest gorąco. Lampe będzie musiał wyrzucić wszystkie swoje kurtki, których używał w Rosji (śmiech).

W lidze izraelskiej mamy „rosyjskie prawo”. W każdej drużynie cały czas na boisku musi przebywać co najmniej dwóch rodzimych koszykarzy. To dobre dla Izraelczyków i dla tamtej reprezentacji. Ponadto w Izraelu gra dużo bardzo dobrych obcokrajowców. W lidze dzięki temu nie gra się defensywnie.

To wiąże się z możliwościami finansowymi klubów, ale musicie znaleźć równowagę między liczbą obcokrajowców a Polaków. To jest polska liga i trzeba stawiać na polskich koszykarzy. Nie może być też tak, że co roku drużyna wymienia pół składu i cały sztab szkoleniowy.

To jest rywalizacja krajów, a nie klubów. Problem pojawia się wtedy, gdy w kadrze masz kilka słabych punktów i chciałbyś je jakoś wypełnić. W niektórych krajach, jak Macedonia czy Bułgaria, mogą ci dać paszport w jeden dzień. Chcesz odpowiedni dokument? Masz, bierz… Nie powinno tak być. Muszą być jakieś limity, nie można dawać paszportu każdemu, kto go chce. Wydaje mi się, że jeden obcokrajowiec w kadrze wystarczy. Jak potrzebujesz jednego zawodnika do swojej drużyny, który wypełni ci lukę i podniesie poziom, to jest to OK.

Powoli. Gdy liga stanie się atrakcyjna, będzie w niej wielu dobrych zawodników, to ta popularność wróci. W Polsce jest bogata koszykarska tradycja, wiem, że w wielu halach na meczach jest komplet publiczności. Więc możliwości są. Trzeba tylko walczyć o kontrakty telewizyjne, stawiać na miejscowych chłopaków, bo kibice lubią oglądać swoich. Wiele można zrobić.

Wiem, że niektórzy polscy szkoleniowcy są OK. Pochodzą z różnych szkół, mają różną mentalność, różne spojrzenie na grę. Tak więc są tacy, tacy i jeszcze inni. Ale szanuję wszystkich, nie chcę powiedzieć czegoś złego o kimkolwiek.

Chcemy, żeby taki był. Konkrety? Można używać górnolotnych słów, powtarzać, że celujemy w podium, bla, bla, bla. Ale to nie jest poważne. Bo w tym sporcie wszystko może się zdarzyć. Chcemy jednak osiągnąć coś, co będzie pamiętane przez lata. Czy wypadniemy lepiej niż 12 lat temu? Nie chcę się do niczego porównywać. Mam zebrać najlepszych koszykarzy, zgrać ich i sprawić, aby dali z siebie wszystko.

Nie, nikt nie mówi w ten sposób, ale na pewno każdy ma pewne oczekiwania, chce, abyśmy pokazali coś wyjątkowego. I ja to rozumiem, ale teraz jest czas na pracę, a nie na gadanie.

Bardzo, lubię Polaków. Byłem przez dwa lata we Wrocławiu, więc wasza gościnność to dla mnie nic nowego. W Izraelu nigdy nikt mi nie powiedział: nie jedź do Polski, bo tam są antysemici. Polska ma dobry image (śmiech).

Zawodnicy nigdy nie pytali się o moją przeszłość, stosunek do Holokaustu i tego typu rzeczy. Mam to szczęście, że moja rodzina od czterech pokoleń zamieszkuje teren dzisiejszego Izraela. Wszyscy moi bliscy tam się urodzili.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj