Przed rozpoczęciem walki o mistrzostwo to Lakers uchodzili za faworytów, jednak "Celtowie" w fazie play off byli w doskonałej formie i do sięgnięcia po tytuł zabrakło im niewiele.

Reklama

Siódmy mecz był niezwykle dramatyczny i choć trudno w to uwierzyć wygrał go zespół, którego skuteczność rzutów z gry nieznacznie przekroczyła 30 procent.

"Jeziorowcy" długo prezentowali się fatalnie w ofensywie, na początku trzeciej kwarty przegrywali dwunastoma punktami. To, że przewaga gości nie była większa oraz późniejsze zwycięstwo zawdzięczają świetnej grze na tablicach. Aż 23 razy udało im się zebrać piłkę po własnych niecelnych rzutach. Łącznie w całym meczu mieli 53 zbiórki, a Celtics 40.

Lakers "podnieśli" się w idealnym momencie. Na prowadzenie wyszli, gdy do końca spotkania pozostawało sześć minut. Już go nie oddali. Najskuteczniejszym zawodnikiem tradycyjnie był Kobe Bryant. Zdobył 23 punkty trafiając jednak tylko 6/24 rzutów z gry. Ron Artest dołożył 20 pkt, a Pau Gasol 19.

"Z całych sił pragnąłem tego mistrzostwa, a czasem kiedy czegoś bardzo chcesz wymyka ci się to i zawodzisz. Na szczęście dzięki kolegom z drużyny udało mi się przełamać" - powiedział Bryant, który po raz drugi z rzędu odebrał nagrodę dla najbardziej wartościowego gracza finałów.

Za zdobycie mistrzostwa zawodnicy i trenerzy dostają pierścienie. Trenerowi "Jeziorowców" Philowi Jacksonowi zabrakło już palców u rąk do ich noszenia. Ten tytuł jest jego 11. w karierze. Sześć razy wygrywał ligę z Chicago Bulls, a pięć z Los Angeles Lakers.