Polska Agencja Prasowa: Tour de Pologne rozpoczął się nieszczęśliwie, od wypadku Holendra Fabio Jakobsena na finiszu w Katowicach…

Reklama

Czesław Lang: Wypadek był spowodowany ewidentnym faulem Dylana Groenewegena. Martwiliśmy się, żeby Jakobsen przeżył. Akcja ratunkowa przebiegała wzorcowo. Wspaniale spisali się lekarze ze szpitala św. Barbary w Sosnowcu, którzy go operowali i najważniejsze, że Fabio nie odniósł aż tak groźnych obrażeń, jakich się obawialiśmy. Nie miał złamanego kręgosłupa, podstawy czaszki ani obrażeń mózgu.

Trwa ładowanie wpisu

Wiele osób krytykowało potem finisz w Katowicach, że jest zbyt niebezpieczny. Kolarze jadą lekko z górski i rozwijają największe prędkości w Tour de Pologne, nawet do 80 km/h. Simon Geschke z ekipy CCC napisał na portalu społecznościowym, że co roku powtarza się "głupi etap do Katowic”.

A kiedy Geschke finiszował w Katowicach? Jakoś go nie widziałem, to jego nie dotyczy. Trzeba by zapytać o zdanie Ackermanna, Kittela, Greipela, czyli zawodników walczących pod Spodkiem o zwycięstwo. W Katowicach było bezpieczniej niż np. w niedzielę w Krakowie, gdzie kolarze finiszowali ławą, ciasno, jeden obok drugiego i w każdej chwili mogło coś złego się wydarzyć. W Katowicach peleton najpierw jechał pod górkę i tam już następowała selekcja. Słabsi odpadali, stawka się rozciągała i ostatecznie z przodu zostało tylko dwóch najsilniejszych zawodników.

Jeśli chodzi o hejt pod adresem organizatorów, to najlepszą odpowiedzią była reakcja kibiców. Tysiące ludzi przy trasie, wszyscy uśmiechnięci, radośni, biało-czerwone flagi. Ta energia przykryła milion razy komentarze tych wszystkich tzw. znawców, ekspertów, rzeczników. Gdyby ich opinie były sprawiedliwe, to można je przyjąć, ale jeśli są wyssane z palca? Dlaczego doszło do wypadku? Bo jeden Holender drugiego Holendra zepchnął w barierki, wystawiając mu jeszcze łokieć. Prosta piłka.

W dyskusji po kraksie w Katowicach głos zabrał Gianni Bugno ze Stowarzyszenia Kolarzy Zawodowych. Postuluje on standaryzację płotków, żeby organizatorzy nie mogli ich dowolnie wybierać, żeby były bezpieczniejsze.

Reklama

Bardzo dobrze. Popieram. Jeżeli znajdzie się ktoś mądry i wymyśli jeden standard płotków, to my się dostosujemy. Dzięki Bogu, że w Katowicach płotki zamortyzowały kraksę Jakobsena. To był bardzo dynamiczny wypadek, a jak dziś popatrzymy na jego skutki, to tylko rozbita buzia. To nie płotki były winne, tylko kolarz, który swojego rywala zepchnął na nie. Teraz ten kolarz będzie za to odpowiadać przed komisją dyscyplinarną UCI (Międzynarodowej Unii Kolarskiej – red.).

Czy ma pan dokładniejsze informacje na temat stanu zdrowia Jakobsena?

Żadnego krwiaka, żadnej złamanej kości, głowa cała. Aż dziw, bo wypadek wyglądał strasznie. Fabio wciąż przebywa w szpitalu w Sosnowcu. Jest świadomy, pisze SMS-y, ale nie może mówić, ma rurkę w buzi. Wszystko się ładnie goi, nie ma uszkodzonej krtani. Przyjechała do niego rodzina, narzeczona. Zaopiekowaliśmy się jego gośćmi. Nasz sędzia, uderzony podczas finiszu, też czuje się coraz lepiej. Mamy z nim kontakt.

Tour de Pologne był pierwszym wyścigiem etapowym World Tour po przerwie spowodowanej pandemią. Czy sprawdziły się wszystkie nowe procedury? Jaką ocenę wystawił organizatorom obserwator UCI?

Przed wyścigiem zbadano pod kątem koronawirusa wszystkich zawodników, organizatorów, sędziów, kierowców. Hotele, restauracje, starty etapów, mety – wszędzie obowiązywała zasada „baniek”, ekipy przebywały tylko we własnym gronie, a to samo dotyczyło sędziów, organizatorów itd. Komisarz UCI ocenił, że Tour de Pologne jest wzorem do naśladowania dla innych wyścigów. Pod względem bezpieczeństwa otrzymaliśmy 100 punktów na 100 możliwych. Nie było sytuacji, żeby samochód jechał pod prąd wyścigu, czy kolarze pomylili trasę. Żaden kibic nie wybiegł im pod koła. Wracając jeszcze do płotków: komisarz UCI nie miał żadnych uwag krytycznych.

Pod względem rywalizacji sportowej wyścig był ciekawy.

Był to naprawdę fascynujący wyścig. Drugi etap wygrał mistrz świata Mads Pedersen, w Bielsku-Białej klasę pokazał Richard Carapaz, w sobotę fantastyczna akcja Remco Evenepoela, a na koniec emocjonujący finisz w Krakowie i wygrana Davide Balleriniego. Pięknie prezentowali się Polacy. Odkryciem wyścigu okazał się Kamil Małecki. Zaimponował mi na etapie wokół Bukowiny Tatrzańskiej. Wiem, co to znaczy jechać w ucieczce i zostać dościgniętym. Wtedy kolarze odpuszczają i na tak trudnym etapie potrafią stracić pół godziny, a Kamil utrzymał się w czołówce i zakończył cały wyścig na szóstym miejscu. Rafał Majka skończył tuż za podium, ale chwała mu za walkę. Natomiast Evenepoel potwierdził, że nie na darmo mówi się o nim jako o "drugim Eddym Merckxie”. Szkoda mi Carapaza. Gdyby nie wypadek, tak łatwo by nie odpuścił ucieczki Evenepoela.

Czy planuje pan zmianę trasy w przyszłym roku, jeśli chodzi o Katowice i generalnie o cały wyścig?

Do wszystkich ekspertów kieruję propozycję: rozpiszmy konkurs na nową trasę. Niech się ludzie wypowiedzą. Zbierzemy wszystkie opinie i zastanowimy się nad nimi. Niech się zgłaszają miasta chętne do organizacji etapów. Zdajmy się na konkurs.

Mówi pan poważnie?

Jak najbardziej. Czekam na propozycje. Wyścig trwa siedem dni, etap może liczyć 180 km, transfer dzienny na start etapu i do hotelu po etapie nie może być dłuższy niż dwie godziny. No i trasa musi zawierać etapy sprinterskie, góry i ogólnie żeby była ciekawa. Może będą fajne pomysły. Ogłosimy na Facebooku konkurs, ale muszą być spełnione wszystkie te warunki. I jeszcze jedno: musi być ktoś chętny do współpracy ze mną, gospodarz miasta, gotowy zaangażować się organizacyjnie i finansowo.

Rozmawiał: Artur Filipiuk