Na razie Urugwajczycy dzielą palmę pierwszeństwa z Argentyńczykami - obie reprezentacje triumfowały 14-krotnie.

Reklama

Swoistym paradoksem finału jest fakt, że Paragwaj... nie wygrał dotychczas żadnego meczu w regulaminowym czasie. W fazie grupowej zanotował trzy remisy. W ćwierćfinale pokonał w rzutach karnych Brazylię, a w półfinale w podobny sposób okazał się lepszy od Wenezueli.

"To prawda, że nasi rywale nie wygrali dotąd żadnego spotkania, ale również ani jednego nie przegrali. Na dodatek po drodze wyeliminowali Brazylię. I choćby z tego powodu zasłużyli na awans do finału" - przyznał piłkarz reprezentacji Urugwaju Alvaro Gonzalez.

W niedzielę Paragwajczycy będą musieli sobie radzić bez trenera Gerardo Martino. Ceniony w Ameryce Południowej selekcjoner obejrzy finał z trybun - to kara za niesportowe zachowanie podczas półfinałowej rywalizacji z Wenezuelą (łącznie Martino został zdyskwalifikowany na dwa mecze).

To nie koniec osłabień Paragwajczyków. W finale z powodu dwóch żółtych kartek w spotkaniu z Wenezuelą zabraknie pomocnika Jonathana Santany, natomiast słynny napastnik Roque Santa Cruz oraz lewy obrońca Aureliano Torres leczą kontuzje i ich występ stoi pod znakiem zapytania.

Nie tylko dlatego za faworyta niedzielnego meczu uchodzi Urugwaj. Podopieczni Oscara Tabareza zachwycili już rok temu podczas mistrzostw świata w RPA, gdzie zajęli czwarte miejsce - najwyższe z drużyn z Ameryki Południowej.

"Nasz kraj ma bogatą piłkarską tradycję. Zdobyliśmy czternaście razy puchar Ameryki Południowej i bardzo chcemy przejść do historii jako 15-krotni triumfatorzy. Podchodzimy do finału z wielkim entuzjazmem, ale nie lekceważymy Paragwaju. Musimy być ostrożni, ponieważ nasi rywale znakomicie grają w defensywie i szybko przechodzą do kontrataku" - podkreślił Gonzalez.

Bez względu na wynik finału tegoroczny turniej zostanie zapamiętany jako klęska faworytów. W ćwierćfinale zostały wyeliminowane: broniąca trofeum Brazylia i grająca przed własną publicznością Argentyna, a także mające silne składy Chile i Kolumbia.

Szczególny zawód spotkał fanów gospodarzy, którzy na triumf w Copa America czekają już 18 lat. Teraz wydawało się, że reprezentacja "Albicelestes" jest murowanym faworytem. Trener Sergio Batista - oprócz wsparcia kibiców - miał do dyspozycji wszystkie największe gwiazdy, z Leo Messim na czele.

Po porażce w rzutach karnych z Urugwajem Batista stwierdził, że wynik jest dla niego bolesny, ale najważniejsze pozostają eliminacje mistrzostw świata 2014 w Brazylii. Możliwe jednak, że wówczas Argentyńczycy będą prowadzeni już przez innego szkoleniowca, bowiem coraz głośniej mówi się o zdymisjonowaniu obecnego selekcjonera.

Dzień przed niedzielnym finałem odbędzie się spotkanie o trzecie miejsce (La Plata, godz. 21 polskiego czasu). Wenezuela, okrzyknięta największą rewelacją turnieju, zmierzy się z Peru.