Czego się możemy spodziewać po reprezentacji Belgii? Już nie gracie o awans, ale jednak wszyscy w Belgii zapewniają, że tanio skóry nie sprzedacie.
To przede wszystkim bardzo młoda drużyna. Powiedziałbym, że za młoda. Już na początku eliminacji selekcjoner Rene Vandereycken sięgał po niedoświadczonych piłkarzy, ale po niezwykle udanych dla nas mistrzostwach Europy do lat 21, które się odbyły latem tego roku w Holandii, młodzi zaczęli stanowić trzon tego zespołu. Zdajemy sobie sprawę, że jest jeszcze za wcześnie, by ci piłkarze grali na najwyższym poziomie. W Belgii wszyscy mówią, że już w 2010 roku będziemy mieli wyśmienitą drużynę. Mnie się jednak wydaje, że będzie za wcześnie. Raczej nastawiałbym się na rok 2012 lub 2014.

Kogo powinniśmy się najbardziej w Chorzowie obawiać?
Mamy kilku znakomitych czy może znakomicie zapowiadających się piłkarzy. Przede wszystkim jest Vincent Kompany, który mimo 21 lat, jest już uznanym w Europie stoperem. Niektórzy byli zdziwni, gdy rok temu trafił do Hamburger SV, bo wróżono mu Real Madryt albo Barcelonę. Ale ja uważam, że to był dobry ruch. Zawodnikiem z ogromnym potencjałem jest Steven Defour, ofensywny pomocnik Standardu Liege. Chłopak ma dopiero 19 lat, a już jest kapitanem w zespole wicelidera ligi belgijskiej. To chyba o czymś świadczy? Moim faworytem jest jednak 20-letni napastnik holenderskiego AZ Alkmaar Moussa Dembele. Jest bardzo silny, świetnie przygotowany technicznie, mocny psychicznie. To kandydat na naprawdę wielką gwiazdę. W tej chwili jest zdecydowanie najlepszym zawodnikiem reprezentacji Belgii.

Sam pan jednak mówi, że to wciąż zbyt młodzi zawodnicy. Co im można zarzucić?
Żaden z nich nie jest w stanie utrzymać dobrej formy przed dłuższy czas. Szczególnie dotyczy to Kompany'ego. Chłopak ma ogromny wprost potencjał, ale nie potrafi zagrać nawet 90 minut bez popełnienia jakiegoś głupiego błędu. Czasem zbytnio chce się popisać, pokazać, jak świetnym jest piłkarzem. Nagle bierze się za rozgrywanie, próbuje dryblować. Obrońca powinien być przede wszystkim odpowiedzialny i rozważny. Nie wiem, skąd to się bierze? Może dają znać o sobie jego afrykańskie korzenie? Dembele nie potrafi strzelać seryjnie bramek. Ma wszelkie dane ku temu, by w przyszłości stać się superstrzelcem, ale na razie brakuje mu regularności. Niepotrzebnie cofa się tak głęboko po piłkę, zbiega na skrzydła. On ma być cały czas blisko bramki, ma być snajperem. Wreszcie Defour jest zdecydowanie zbyt słabo przygotowany fizycznie. Ma wciąż jeszcze ciało chłopca, nastolatka, a musi walczyć, szczególnie na poziomie międzynarodowym, z dorosłymi mężczyznami.

Czym dla tej młodzieży będzie mecz z Polską?
To są piłkarze, po to uprawiają ten zawód, by grać w takich meczach. Co może być lepszego? Pełen stadion, naprzeciwko drużyna, która wygrywając z nami, awansuje na mistrzostwa. I ci chłopcy mogą to święto zepsuć. Wszystko zależy od ich postawy na boisku. Każdy piłkarz może się tylko cieszyć z takiego meczu. Poza tym można się mnóstwo nauczyć. Myślę, że będziecie mieli ciężką przeprawę z naszą reprezentacją. Szczególnie, że trener Vandereycken jest świetnym taktykiem i będzie chciał was czymś zaskoczyć. Może wystawi tylko jednego napastnika, może wymyśli coś innego, nie wiem.

Jaka jest przyczyna kryzysu w belgijskiej piłce?
To złożony problem. W pewnym momencie zabrakło w Belgii piłkarzy o odpowiednio wysokich umiejętnościach. Po tym, jak po mistrzostwach świata w 2002 roku kariery pokończyli tacy zawodnicy jak Mark Wilmots, a ci, co dziś są w reprezentacji byli jeszcze dzieciakami, nie miał po prostu kto grać. Inny problem polega na tym, że w wyniku nowych przepisów transferowych piłkarze zaczęli masowo wyjeżdżać z Belgii. 19- i 20-latkowie nie chcą grać w ojczyźnie. Trafiają często do niezbyt dobrych zagranicznych klubów, gdzie szkoleniowcy nie mają pojęcia, jak prowadzić młodego piłkarza, i tam się marnują. Kolejnym problemem jest ogromna liczba obcokrajowców, którzy graj teraz w naszej lidze. To najczęściej są bardzo przeciętni piłkarze, ale są znacznie tańsi od Belgów. Nie chodzi mi tylko o sam transfer, ale także o koszty utrzymania. U nas są takie przepisy, że klub płaci znacznie większe podatki za Belga niż za piłkarza z zagranicy. Nie tak dawno temu w Beveren grali sami piłkarze z Wybrzeża Kości Słoniowej. Skończyło się to na degradacji do drugiej ligi. Gdy ja byłem zawodnikiem, w jednym klubie mogło grać tylko trzech obcokrajowców. Byli to więc piłkarze naprawdę światowego formatu. Jak chociażby Włodzimierz Lubański. To był naprawdę wielki sportowiec.

Ale wygląda na to, że wychodzicie na prostą? Pan też mówi, że w 2012 czy 2014 roku ta drużyna będzie groźna dla wszystkich?
Mówię, że ta drużyna ma potencjał. Nie postawiłbym jednak na to wszystkich moich pieniędzy. Mówimy o nastolatkach i chłopakach, którzy mają po 21, 22 lata. Naprawdę nie wiadomo, co się z takim piłkarzem stanie. Niedawno w Anderlechcie mieliśmy wybitnie utalentowanego obrońcę Anthony'ego van den Borre. Mógł być prawdziwą gwiazdą. Nie zamierzał się jednak uczyć, nie chciał się podporządkować drużynie. W niemal każdym spotkaniu nie pracował dla zespołu, tylko rozgrywał swój mały prywatny mecz. Dziś jest we włoskiej Fiorentinie, ale nie potrafi tam wywalczyć miejsca w podstawowym składzie, rzadko gra, wypadł z reprezentacji. Chłopak ma 20 lat, więc może jeszcze zostać wielkim piłkarzem, ale na jego przykładzie najlepiej widać, że nie można zbyt wcześnie oceniać zawodnika.

Jak pan ocenia Leo Beenhakkera?
Miałem z nim kilka razy do czynienia. To wyśmienity trener, nie na darmo jest tyle lat w zawodzie i cały czas osiąga sukcesy. W Belgii oczywiście najbardziej znany jest z tego, że prowadzona przez niego reprezentacja Holandii nie dała nam w 1985 roku rady i to my pojechaliśmy na mistrzostwa świata w Meksyku w 1986 roku. Znam go jednak dość dobrze, to bardzo sympatyczny i niezwykle dowcipny facet. Ma wielką szansę wejść do historii polskiego futbolu. Znowu jednak na drodze staje mu Belgia...