FIFA w 2002 roku zaproponowała Edycie Górniak zaśpiewanie "Mazurka Dąbrowskiego" przed meczem Korea Południowa - Polska.
Kadra Engela po 16 latach przerwy zagrała na mundialu
Dla naszych piłkarzy był to pierwszy występ na mundialu od czasu mistrzostw świata w Meksyku w 1986 roku.
Z występem kadry prowadzonej przez Jerzego Engela wiązane były wielkie nadzieje. Polacy w grupie trafili na reprezentację Korei Południowej, Portugalii i USA.
Górniak przyczyniła się do porażki polskich piłkarzy?
Niestety turniej dla biało-czerwonych praktycznie skończył się po dwóch meczach. Porażki z ekipą gospodarzy mistrzostw świata i Portugalczykami sprawiły, że spotkanie ze Stanami Zjednoczonymi było tylko pojedynkiem o honor.
Według wielu "tragedia" naszej reprezentacji zaczęła się w momencie odgrywania hymnu narodowego przed pierwszym grupowym spotkaniem.
Wykonanie "Mazurka Dąbrowskiego" przez Edytę Górniak uznano za najgorsze w historii. Jego fatalne brzmienie miało się przełożyć potem na kiepską grę piłkarzy, którzy przegrali 0:2.
Sztaba ma swoją teorię dotyczącą występu Górniak
Po 22 latach od tego wydarzenia Adam Sztaba, który miał pomagać Górniak podczas występu na mundialu zdradził, co poszło nie tak.
Sztaba ostatecznie nie podjął się tego zadania, ale ma swoją teorię dlaczego występ Górniak zakończył się totalną klapą.
Edyta zapytała mnie, czy nie podjąłbym się zrobienia aranżacji. Stwierdziłem, że jeżeli byłaby to orkiestra symfoniczna, to bardzo chętnie spróbuję coś z tym zrobić. Dzień przed wylotem pada informacja, że nie ma orkiestry symfonicznej. Podstawowa rzecz... Była za to mniej profesjonalna orkiestra dęta, którą tworzyli żołnierze. Niektóre osoby zaczęły zatem odsuwać wokalistkę od pomysłu zaśpiewania na meczu. Ona jednak chciała wywiązać się z zadania. Na miejscu okazało się, że to są naprawdę amatorzy - podkreślił w rozmowie z "Żurnalistą" Sztaba.
Górniak występowała po jednej stronie stadionu, orkiestra po drugiej. Na wypełnionym po brzegi stadionie panował wielki hałas. W wyniku tego piosenkarka nie słyszała muzyków, a oni jej zaznaczył Sztaba.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.