Skorża, który w końcówce poprzedniego sezonu był bliski zwolnienia, w przerwie letniej miał mieć więcej do powiedzenia przy transferach, do każdego miała być niezbędna jego pisemna rekomendacja. Skończyło się na dwóch doświadczonych piłkarzach.

Reklama

35-letni Michał Żewłakow, rekordzista pod względem występów w reprezentacji, ma wprowadzić stabilizację w obronie. W poprzednim sezonie ta formacja spisywała się słabo. Pochodzący z Zimbabwe Dickson Choto głównie leczył kontuzje, a Hiszpan Inaki Astiz nie przypominał gracza z minionych lat. Z kolei sprowadzeni defensorzy z Bałkanów okazali się mało przydatni, a Słoweniec Dejan Kelhar już opuścił drużynę (trafił do tureckiego Ankaragucu, gdzie ostatnio występował... Żewłakow).

Z kolei Ljuboja, który we wrześniu skończy 33 lata, ma być lekarstwem na słabą skuteczność.

Obaj póki co nie zachwycili. Żewłakow wyróżnił się głównie dwoma samobójczymi trafieniami w sparingach, a Serb zdobył swoją pierwszą bramkę dla nowej drużyny dopiero w ostatnim meczu kontrolnym wygranym z Żalgirisem Wilno 2:0.

Poza tym Ljuboja zmagał się ostatnio z urazem i sił ma najwyżej na 60 minut gry. Latem leczył się więcej niż trenował również Czech Michal Hubnik i na początku sezonu na pewno nie zagrają razem. Przy nich doświadczenia nabierać ma Jakub Kosecki, który po dobrym sezonie w pierwszej lidze wrócił z wypożyczenia do ŁKS Łódź.

Natomiast Moshe Ohayon związał się ze stołecznym klubem rocznym kontraktem z możliwością przedłużenia o kolejne 24 miesiące. Wychowanek FC Ashod występował w szwajcarskim FC Winterthur, Beitarze Jerozolima oraz FC Ashod. Moshe był regularnie powoływany do młodzieżowych reprezentacji Izraela. Zaliczył również 12 występów w seniorskiej drużynie narodowej.

"Nie ukrywam, że liczyłem na więcej transferów w letnim okienku. Pracuję jednak z tą grupą, którą dysponuję. Wierzę, że w nadchodzącym sezonie będziemy lepszym zespołem" - powiedział Skorża po ostatnim sprawdzianie przed sezonem.

Zarówno Żewłakow, jaki i Ljuboja trafili do Legii jako tzw. wolni zawodnicy. Wydaje się, że to kryterium było najważniejsze dla osób odpowiedzialnych w stołecznym zespole za transfery.

Reklama

W trakcie letnich przygotowań z legionistami trenował bramkarz Dusan Kuciak, który ostatnio występował w rumuńskim FC Vaslui. Działacze tego klubu uważają, że Słowak bezprawnie ćwiczył z Legią i złożyli skargę do UEFA. Sam piłkarz utrzymuje, że poprzedni pracodawca zalega mu z wypłatami, dlatego ma prawo odejść. W najbliższych dniach europejska centrala ma wydać werdykt, ale do rozgrywek Ligi Europejskiej klub zgłosił Wojciecha Skabę i Chorwata Marijana Antolovica (obaj byli krytykowani w poprzednim sezonie) oraz niedoświadczonego Jakuba Szumskiego.

"Sprawa powinna rozstrzygnąć się do końca miesiąca. Z rozczarowaniem obserwuję tę sytuację i żałuję, że Słowak nie może nam pomóc. Liczymy na Wojtka Skabę, który dobrze przepracował okres przygotowawczy" - zaznaczył Skorża.

W linii pomocy nie doszło do poważniejszych zmian. Z klubem pożegnali się Argentyńczyk Alejandro Cabral, Sebastian Szałachowski i Nigeryjczyk Felix Ogbuke. Cała trójka była jednak głównie zmiennikami, a Cabral dopiero pod koniec sezonu zaczął grywać w podstawowym składzie.

Legia latem rozegrała osiem sparingów i nie zachwyciła w nich. Przed wyjazdem na zgrupowanie do Austrii pokonała Wisłę Płock i Znicz Pruszków po 4:1. Już na obozie przygotowawczym zmierzyła się z austriackimi trzecioligowcami - SV Horn i Vorwarts Steyr, z którymi zdoła zdobyć zaledwie trzy gole (2:1 i 1:0), a z drugoligowym niemieckim MSV Duisburg przegrała 1:3.

Najbardziej miarodajne miały być jednak potyczki z przedstawicielami Bundesligi. FSV Mainz rozbiło legionistów 3:0, a z TSG Hoffenheim padł remis 1:1.

Najlepszymi strzelcami w tych sparingach okazali się zawodnicy, którzy do tej pory głównie występowali w Młodej Ekstraklasie: Rafał Wolski i Michał Żyro. Obaj 19-latkowie zdobyli po dwie bramki.

Mało grał okrzyknięty objawieniem poprzedniego sezonu Michał Kucharczyk, który również zmagał się z kontuzją, a drużynę opuścił brazylijski napastnik Bruno Mezenga.

Po stronie zysków stołeczny klub może natomiast zapisać umowę sponsorską. Za sprzedaż prawa do nazwy stadionu - od nowego sezonu będzie to Pepsi Arena - budżet klubu ma zasilić rocznie, według nieoficjalnych informacji, sześć milionów złotych.