Pojedynek w stolicy Wielkopolski wywołał ogromne zainteresowanie. Fani "Kolejorza" szybko zapomnieli o poprzednim, nieudanym sezonie i licznie stawili się na trybunach, ustanawiając rekord frekwencji w obecnych rozgrywkach.

Już pierwsze minuty zapowiadały sporą dawkę emocji. Goście po jednej z pierwszych akcji wywalczyli rzut karny po zagraniu ręką przez Thomasa Rogne. Robert Pich nie pomylił się, a przez kolejne minuty lechici sprawiali wrażenie nieco zaskoczonych takim obrotem sprawy. Śląsk chciał szybko podwyższyć wynik, ale znów klasą błysną Darko Jevtic, który od początku sezonu prezentuje wysoką formę. Szwajcar przebiegł z piłką kilkadziesiąt metrów i uderzył niezwykle precyzyjnie. Radość Lecha trwała bardzo krótko, ledwo spiker zakończył wykrzykiwanie nazwiska strzelca bramki, a Łukasz Broź zza linii pola karnego pokonał Mickeya van der Harta. Holender w ogóle nie interweniował.

Nowy golkiper „Kolejorza” nie miał najlepszego dnia. 10 minut później znów się nie popisał dając się łatwo przelobować Broziowi. Śląsk atakował i wykorzystał każde zawahanie poznańskiej defensywy, która popełniała sporo błędów. Piłkarze z Dolnego Śląski grali bardzo mądrze, świetnie byli zorganizowani w środku pola i w defensywie.

Pod koniec pierwszej połowy lechici się otrząsnęli, zepchnęli rywala na ich własną połowę, ale nie stworzyli sobie też zbyt wiele dogodnych okazji.

W drugiej połowie liczna publiczność nie doczekała się bramek, ale gospodarze mieli mnóstwo okazji do zmiany rezultatu. Coraz więcej kłopotów wrocławianom sprawiał Christian Gytkjaer, który łatwo dochodził do sytuacji strzeleckich, gorzej było z ich wykończeniem.

Kilka świetnych szans nie wykorzystał Kamil Jóźwiak, ale też bramkarz Śląska Matus Putnocky bronił momentami fantastycznie. Słowacki golkiper ostatnie trzy sezony spędził w poznańskim klubie, ale latem pożegnano się z nim bez żalu. Putnocky najwyraźniej chciał pokazać, że decyzja szefów Lecha nie była do końca trafiona.

Trener Lecha Dariusz Żuraw desygnował na boisko kolejnych ofensywnych graczy, ale efekt był niewielki. Goście z kolei w drugiej odsłonie atakowali sporadycznie i szukali swoich szans w kontratakach. Po jednej z nich Przemysław Płacheta był sam na sam z van der Hartem, ale tym razem Holender stanął na wysokości zadania.

W końcówce po raz kolejny nie popisał się Jóźwiak, który mając praktycznie pustą bramkę, posłał piłkę głową obok słupka. (PAP)

Lech Poznań - Śląsk Wrocław 1:3 (1:3)
Bramki: 0:1 Robert Pich (5-karny), 1:1 Darko Jevtic (14), 1:2 Łukasz Broź (16), 1:3 Łukasz Broź (26-głową)
Żółta kartka - Lech Poznań: Thomas Rogne, Robert Gumny, Pedro Tiba, Darko Jevtic. Śląsk Wrocław: Wojciech Golla, Krzysztof Mączyński
Czerwona kartka za drugą żółtą - Śląsk Wrocław: Krzysztof Mączyński (90+6)
Sędzia: Szymon Marciniak (Płock)
Widzów: 32 307
Lech Poznań: Mickey van der Hart - Robert Gumny, Thomas Rogne, Dorde Crnomarkovic, Wołodymyr Kostewycz (70. Maciej Makuszewski) - Joao Amaral (55. Tymoteusz Puchacz), Karlo Muhar (80. Paweł Tomczyk), Darko Jevtic, Pedro Tiba, Kamil Jóźwiak - Christian Gytkjaer
Śląsk Wrocław: Matus Putnocky - Łukasz Broź (84. Kamil Dankowski), Wojciech Golla, Piotr Celeban, Dino Stiglec - Lubambo Musonda, Krzysztof Mączyński, Robert Pich, Jakub Łabojko, Przemysław Płacheta (89. Adrian Łyszczarz) - Erik Exposito (71. Mateusz Cholewiak)