Mistrz Polski zameldował się w czwartej, ostatniej rundzie kwalifikacji Ligi Konferencji. By jednak udokumentować swoją wyższość potrzebował 120 minut, a do dogrywki poznaniacy doprowadzili na własne życzenie, tracąc gola w piątej minucie doliczonego czasu gry drugiej połowy.
Zmarnowana "11" przelała czarę goryczy
Już pod koniec spotkania, przy stanie 2:0, z trybun zamiast dopingu i oklasków było słychać gwizdy i wyzwiska kierowane nie tylko w stronę zawodników, ale też władz klubu za m.in. nieudolną politykę transferową.
To jednak sami piłkarze zrobili dużo, by wyprowadzić swoich sympatyków z równowagi. Jak wyliczyli analitycy, poznaniacy stworzyli ponad 20 szans na zdobycie bramki, a w tym festiwalu nieskuteczności brylował Joao Amaral. Portugalczyk jest cieniem zawodnika sprzed trzech miesięcy, a przecież w poprzednim sezonie takie sytuacje, jakie miał w czwartkowym spotkaniu, wykorzystywał z zamkniętymi oczami. Do tego fatalnie wykonany rzut karny w końcówce dogrywki przez Afonso Sousę dopełnił czary goryczy.
Pomocnik "Kolejorza" Radosław Murawski po spotkaniu starał się jednak bronić zespołu.
– przyznał Murawski.
Celem był awans
Jak zaznaczył, celem był awans do czwartej rundy kwalifikacji i zespół to zadnie zrealizował. Lech teraz ma wręcz otwartą furtkę do fazy grupowej, bowiem zmierzy się drużyną znacznie niżej notowaną - mistrzem Luksemburga F91 Dudelange.
– stwierdził Murawski.
Trener apeluje do kibiców
Trener Lecha John van den Brom również starał się zaapelować do kibiców o większą wyrozumiałość, choć przyznał, że rozumie ich rozczarowanie.
- podsumował holenderski szkoleniowiec.
Lech pierwsze spotkanie o awans do fazy grupowej Ligi Konferencji z F91 Dudelange rozegra w czwartek 18 sierpnia o godz. 20.30. Rewanż odbędzie się tydzień później w Luksemburgu.