"Nie mam sobie nic do zarzucenia. Nic nie brałam" - mówiła po powrocie z igrzysk Kornelia Marek i prosiła, żeby poczekać na wynik badania próbki B.
. Eksperci twierdzili, że na żadnej dużej imprezie sportowej, jeszcze nie zdarzyło się, by wynik próbki A nie został potwierdzony przez próbkę B. I mieli rację.
Przecież chodzi o najsilniejszy koks, jaki istnieje! Nie można się tłumaczyć, że było coś w syropie. Zrobili jej zastrzyk i nie wiedziała z czym?" - mówił Piotr Nurowski, prezes PKOl.
Wygląda na to, że to dopiero początek sprawy, bo Zawodniczce, a także jej ewentualnym pomocnikom, grożą bardzo poważne konsekwencje, i to nie tylko ze strony FIS (Międzynarodowej Federacji Narciarskiej).
wykluczenie z kadry olimpijskiej na Soczi, zostanie odebrane jej też stypendium" - groził prezes Nurowski. "A gdy okaże się, że ktoś ją do tego namówił albo jej w tym pomógł, złożę wniosek o dożywotnią dyskwalifikację tej osoby".
w którym Polki zajęły 6. miejsce. O pozytywnym wyniku próbki A poinformowano w ostatnią środę. 12 marca, na żądanie zawodniczki, w olimpijskim laboratorium w Richmond przeprowadzono badanie próbki B.
Najlepszym osiągnięciem indywidualnym Marek było 11. miejsce w biegu na 30 km techniką klasyczną. Dobrze spisała się również w sprincie drużynowym, w którym wspólnie z Sylwią Jaśkowiec zajęły dziewiąte miejsce.