Dziennik Gazeta Prawana logo

"Nadal i Federer są lepsi ode mnie"

3 lutego 2009, 23:28
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
"Odbijanie piłki to była najmniej interesująca strona tenisa. Mnie naprawdę pasjonowały tylko szachy na korcie. Tytuł zdobyty na Roland Garros w wieku 17 lat niewiele zmienił w moim życiu. Kiedy koledzy się nudzili, słyszałem: młody, leć po karty" - mówi w wywiadzie dla DZIENNIKA Mats Wilander, tenisista, który wygrał Australian Open na trawie i na twardych kortach.


W mojej głowie nie stało się nic. Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że zrobiłem coś niewiarygodnego. Ale reakcja na sukces to całkowicie indywidualna sprawa. Dużo zależy od ludzi, którzy cię otaczają. Ja podróżowałem wszędzie z jednym trenerem i trójką innych szwedzkich tenisistów. Byłem z nich wszystkich najmłodszy i po Roland Garros nic się w naszych stosunkach nie zmieniło. Kiedy się nudzili, wysyłali mnie po karty. Czegokolwiek potrzebowali, słyszałem: Młody, leć to po to, czy tamto. To samo było w domu, bo miałem dwóch starszych braci. Moi rodzice też mieli bardzo zdrowy stosunek do mojej kariery. Jedyne, co się zmieniło - obcy ludzie zaczęli mnie rozpoznawać. No i miałem tytuł.


Nie można tego porównać. W tamtych latach osobiste animozje między tenisistami były trochę ważniejsze niż dziś. Toczyliśmy ze sobą o wiele cięższe pojedynki psychologiczne. Na turniejach w ogóle nie patrzyłem na Lendla jak na osobę, nie obchodziło mnie, czy jest fajny, czy nie. Był dla mnie najlepszym tenisistą na świecie, z gigantycznym serwisem i forhendem. Facetem, którego muszę pokonać. Ale nie było tak, że ze sobą nie rozmawialiśmy. Graliśmy dużo meczów pokazowych, gdzie nie było żadnej presji. Dzięki temu mogliśmy się poznać.


Przede wszystkim było nas więcej - tenisistów, którzy w jednym czasie byli w stanie wygrywać największe tytuły. Taka jest różnica między obecnymi czasami, a latami 80-tymi, uważanymi przez wielu za najlepszą dekadę w dziejach tenisa. Ja, Becker, Edberg, McEnroe, Connors i Lendl - każdy z nas miał więcej niż pięć tytułów wielkoszlemowych. Kiedy przyjeżdżaliśmy na jeden turniej, każdy z nas był pewien, że może ten turniej wygrać - obojętnie na jakiej nawierzchni się odbywał. Nawet Becker był przekonany, że wygra French Open. Z tego rodziły się rywalizacje, ja kontra Lendl, Becker kontra Edberg, McEnroe kontra Lendl.


Są znacznie lepsi. Czy ktoś może sobie wyobrazić większą osobowość niż Nadal? To niemożliwe. Albo Federer i sposób w jaki on gra, nie wyobrażam sobie nic doskonalszego. W porównaniu z nim Pete Sampras czy Andre Agassi to żadne osobowości. To znaczy Agassi był bardzo wyrazistą osobą poza kortem, ale w czasie meczu po prostu był i grał. Nigdy nie zrobił żadnego gestu, nie pokłócił się z sędzią. Zupełnie jak Borg, nie mówiąc już o Samprasie. Myślę, że właśnie od niego zaczęła się cała dyskusja o braku osobowości u tenisistów. On nie wdawał się w żadne interakcje. Moja rakieta mówi za mnie - to było jego powiedzenie. W tamtych czasach prowadziliśmy o wiele bardziej skomplikowaną grę psychologiczną z rywalem. A dziś gracze bardziej koncentrują się na sobie, rywal jest na drugim miejscu.


Nie bardziej niż my wtedy. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś mógł być bardziej skupiony ode mnie, w czasach kiedy grałem w tenisa.


W ciągu jednej nocy, po zwycięstwie w finale US Open, moja uwaga odwróciła się od tenisa i skierowała na zupełnie inne rzeczy. Nie wiem dlaczego. Gdybym znał odpowiedź, być może umiałbym wszystko odwrócić. Ale nie byłem w stanie nic zrobić. Po prostu pewnego dnia twoja motywacja, wola zwycięstwa znika. To samo stało się z Borgiem, z McEnroe, niedawno z Lleytonem Hewittem. To samo czeka Rogera i z Rafę. Nagle, w wieku 23, 28, czy 35 lat wygrywanie meczów przestaje być najważniejszą rzeczą w życiu. To, że dalej chcesz być tenisistą, nie ma nic do rzeczy.


Tak widzieli to inni ludzie. Dla mnie to było coś zupełnie innego. Nie grałem już po to, żeby być najlepszy na świecie. Nie miałem szans. Grałem, bo wciąż kochałem tenis. Pierwsze rundy nagle stały się tak samo ekscytujące, jak kiedyś finały. Szybciej przegrywałem, ale przez to jeszcze bardziej pragnąłem jechać na kolejny turniej. Kiedy wygrywasz pięć meczów z rzędu, masz satysfakcję. Ale myślisz sobie - O Boże, jutro znów to samo. Dzięki temu, że nie grałem tak wiele, tenis znów zaczął sprawiać mi przyjemność. Dotarłem do 41. miejsca rankingu, a wcześniej przez dwa lata nie dotykałem rakiety.


Nie szukałem. W Eurosporcie zapytali mnie, czy nie chcę być komentatorem. Spróbowałem i okazało się, że to lubię. Mówienie o tenisie okazało się równie fascynujące jak sam tenis.

(ur. 1964) to szwedzki tenisista, były numer 1 rankingu ATP. Zdobył siedem tytułów wielkoszlemowych, tylko on obok Jimmiego Connorsa, Andre Agassiego i Rafaela Nadala wygrywał je na każdej z trzech nawierzchni.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj