"Mamusiu, muszę jeszcze zrobić coś dla Polski" - mówił do swojej mamy trener reprezentacji Polski piłkarzy ręcznych Bogdan Wenta, gdy prosiła go, by zakończył karierę sportową już w szkole średniej. "Gdy kiedyś, podczas meczu, dostał piłką w twarz, o mało nie dostałam zawału. Bardzo się o niego martwiłam, ale zrozumiałam, że szczypiorniak to jego pasja. We wszystko, co robi, wkłada całe swoje serce" - chwali go mama Helena Wenta (79 l.). "Jest twardy, ale i wrażliwy. To bardzo dobry syn. Martwi się i troszczy o mnie. Od małego taki był" - dodaje w "Fakcie" pani Helena.

Kciuki za swojego syna i jego podopiecznych pani Helena trzyma razem z córką Ewą. Obie mieszkają w Tczewie. "Oglądamy każdy mecz. Ja przeżywam te mistrzostwa tak, jakbym sama tam grała. Czasem emocje są takie, że można wykorkować z nerwów. Mama wtedy się tylko do mnie uśmiecha i modli do Matki Boskiej" - zdradza siostra trenera. "Bogdan jest wspaniałym człowiekiem. To mój brat i bardzo chcę, żeby zdobył medal ze swoją drużyną. Ale jeśli tego nie osiągnie, nic się nie stanie. I tak jesteśmy z niego dumne" - dodaje Ewa.

Selekcjoner reprezentacji sukcesy zaczął odnosić już jako uczeń szkoł podstawowej w Swarożynie, której jest najwybitniejszym absolwentem. "Boguś był najlepszym uczniem. Zawsze był przygotowany do lekcji i nigdy nie wagarował. Jest przykładem na to, że można urodzić się w małej wsi i zrobić światową karierę" - twierdzi nauczycielka Wenty, Danuta Zawadzka, która do tej pory przechowuje jego zeszyt do języka rosyjskiego.

Ojcem sportowych sukcesów Wenty jest Leon Wallerand, pierwszy trener selekcjonera. Wypatrzył go kiedyś w tłumie dzieci podczas zawodów lekkoatletycznych w Tczewie. To było w latach siedemdziesiątych. "Biegał na 400 metrów. Spodobał mi się, bo był szybki i miał dobre warunki fizyczne. Wyciągnąłem go z podstawówki do Technikum Budowy Okrętów w Gdańsku. Zawsze byłem przekonany, że Boguś zajdzie daleko. Jest dla mnie jak syn. Nauczyłem go tego sportu. Przyjeżdża do mnie często i spowiada się ze swoich trenerskich błędów. Ode mnie nauczył się też ochrzaniać zawodników" - tłumaczy pan Leon.

Wenta przez całą karierę był impulsywny i niezwykle waleczny. Nienawidzi przegrywać. W 1989 roku, niezadowolony ze stronniczego sędziowania w jednym z decydujących o mistrzostwie Polski meczów Wybrzeża z Pogonią Zabrze, oblał sędziów wodą mineralną. Został zawieszony, a gdańszczanie - pozbawieni swojego asa - stracili pewny tytuł. Dziś Wenta nie występuje już na parkiecie. Udowodnił jednak, że jest perfekcjonistą. Został wspaniałym trenerem, bez którego nie byłoby równie wspaniałej gry naszej kadry na niemieckim mundialu. Znów jest asem. I to atutowym.


Bogdan Wenta, Urodzony 19 listopada 1961 r. w Szpęgawsku. Jeden z najwybitniejszych polskich piłkarzy ręcznych w historii. W latach 1978-1989 grał w Wybrzeżu Gdańsk, z którym nie tylko zdobył pięć tytułów mistrza Polski z rzędu, ale także dwukrotnie dotarł do finału Pucharu Mistrzów. Następnie z sukcesami występował na parkietach hiszpańskich w klubach Bidasoa Irun oraz FC Barcelona. W 1996 roku przeniósł się do Niemiec. Tam grał w TuS Nettelstadt i SC Flensburg-Handewitt. Trafił do tamtejszej reprezentacji. Z Niemcami zaliczył igrzyska olimpijskie w 2000 roku, zdobył brąz na mistrzostwach Europy i piąte miejsce na mistrzostwach świata. Od 28 października 2004 trener reprezentacji Polski piłkarzy ręcznych. Pracuje też w niemieckim klubie SC Magdeburg.