Dziennik Gazeta Prawana logo

Nie chciano go w polskim klubie, jest światową gwiazdą

12 października 2007, 15:37
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Karol Bielecki to najbardziej ceniony polski szczypiornista. Już niedługo może trafić do słynnej Barcelony za milion euro. A tak niewiele brakowało, by jego kariera skończyła się szybko, bo w Gdańsku, gdy pojechał tam z rodzinnego Sandomierza, stwierdzili, że... nie nadaje się do zespołu.

"Gdy Karol miał 17 lat, pojechał do Gdańska na egzaminy do Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Tam okazało się, że nie pasuje do składu. Wówczas jego pierwszy trener, Ryszard Kilijański z Sandomierza, zadzwonił do mnie i mówi: <Weź tego chłopaka, to wielki talent>" - opowiada "Faktowi" Marek Adamczak, działacz kieleckiego klubu Vive.

"Gdy Karol do nas przyjechał, zobaczyłem chudego, wysokiego chłopaka. Od razu zjadł trzy zupy i cztery drugie dania. Ale nie to mi zaimponowało. W jego oczach zobaczyłem iskry. Wiedziałem, że to będzie wyjątkowy gracz. Zabierając go rodzicom z Sandomierza, obiecałem, że będą mieli powody do zadowolenia" - wspomina.

Nie tylko na Adamczaku Bielecki zrobił wrażenie. Gdy na treningach łamał szczeble w drabinkach, rzucając małą piłką do palanta, wszyscy w Kielcach szybko zrozumieli, że trafił im się wyjątkowy talent. Zaczęły się nim interesować zachodnie kluby. W 2004 roku został sprzedany do Magdeburga za 200 tysięcy euro.

"Teraz jest wart pięć razy więcej. Tyle jest w stanie wyłożyć za niego słynna Barcelona. I choć Karol ma podpisany kontrakt z Magdeburgiem jeszcze na dwa lata, to prędzej czy później trafi do hiszpańskiego klubu" - przewiduje na łamach "Faktu" Adamczak.

"Marzy mi się Barcelona" - nie ukrywa Bielecki. "Niemcy to trochę takie zło konieczne. Dobrze tutaj zarabiam, ale, mimo że na każdym meczu jest osiem tysięcy ludzi, to nie ma takiej atmosfery, jak w Kielcach. Podczas ceremonii wręczenia medali na zakończenie mistrzostw świata Bielecki nie chciał, by zawiesił mu go na szyi niemiecki prezydent. Wolał być udekorowanym przez Lecha Kaczyńskiego.

"W Polsce czuję się o wiele lepiej. Gdy tylko mam dwa-trzy dni wolnego, wsiadam w samochód i pędzę do Kielc. To moje ukochane miasto" - uśmiecha się Karol. Przez skromność nie dodaje, że wspiera klub, w którym grał przez trzy lata. Często przywozi różne pamiątki. "Mam tu mieszkanie i przyjaciół. Obiecuję, że jeszcze zagram w kieleckim klubie" - dodaje jeden z najlepszych szczypiornistów świata.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj