Około 10 tys. osób, które miały uczestniczyć w sztafecie z ogniem olimpijskim, musi być głęboko rozczarowanych – ocenia dziennik „Asahi Shimbun”, który rozmawiał z sędziwą mieszkanką prefektury Tochigi. Pod koniec marca miała ona ponieść znicz olimpijski przez 200 metrów.

Reklama

103-letnia Shitsui Hakoishi jest w miasteczku Nakagawa lokalną celebrytką, ponieważ mimo imponującego wieku wciąż pracuje w założonym przez siebie zakładzie fryzjerskim. W marcu kobieta zamknęła jednak salon, by przygotować się do udziału w sztafecie i wypracować formę.

Codziennie rano i wieczorem robię mój trening” - mówiła niedawno Hakoishi. Powtarzała 40-minutowy zestaw ćwiczeń i trenowała trzymanie znicza olimpijskiego przy pomocy modelu o zbliżonej wadze. Jej sprawność fizyczna wzbudzała podziw - podał „Asahi”.

Gdy 103-latka dowiedziała się, że tej wiosny sztafeta się nie odbędzie, natychmiast skupiła się na planach ponownego otwarcia salonu 1 kwietnia. „Jestem rozczarowana, ale to nic, w porównaniu z trudami, jakie przeszłam w czasie wojny” - powiedziała kobieta, która na wojnie straciła męża.

Nie wszyscy Japończycy zareagowali jednak z taką pogodą ducha. 42-letni Ryoji Imai pracujący przy odnowie domu towarowego w prefekturze Saitama, gdzie mają się odbyć zawody piłkarskie i koszykarskie, wiązał z igrzyskami nadzieje na ożywienie gospodarcze w regionie.

Lokalna gospodarka już ucierpiała z powodu nowego koronawirusa, a sprzedaż spadła we wszystkich branżach w związku z odwoływaniem miejscowych wydarzeń i apelami o niewychodzenie z domów. Jestem zawiedziony, bo liczyliśmy na pozytywny wpływ igrzysk. Zniknęła nasza ostatnia nadzieja” - powiedział dziennikowi „Mainichi Shimbun”.

Przełożenie igrzysk na przyszły rok będzie potężnym ciosem dla japońskiej gospodarki. Według agencji Kyodo premier Shinzo Abe liczył na wpływy z imprezy w wysokości 32 bilionów jenów, czyli ok. 290 miliardów dolarów. Szef firmy SMBC Nikko Securities, zajmującej się analizami ekonomicznymi, oszacował natomiast, że przełożenie igrzysk spowoduje straty o równowartości ponad 6 miliardów dolarów.

Kibice przyjęli decyzję ze spokojem – ocenia "Mainichi". Jeden z nich, 43-letni tokijczyk Kazunori Takishima, który był na wszystkich igrzyskach olimpijskich od czasu zimowej olimpiady w Turynie w 2006 roku, wyraził nadzieję, że w ciągu roku uda się opanować pandemię. „Igrzyska olimpijskie to festiwal pokoju. Jeśli za rok będziemy mogli oglądać je z uśmiechem na ustach, to będą +igrzyska odbudowy świata+. Mam nadzieję, że tak się stanie” - powiedział.

Odniósł się w ten sposób do promowanego przez japońskie władze sloganu „igrzyska odnowy”, który miał nawiązywać do odbudowy regionu Fukushima po trzęsieniu ziemi, tsunami i katastrofie elektrowni jądrowej z 2011 roku.