Dziennik Gazeta Prawana logo

Trzeba stworzyć czarną listę skorumpowanych graczy

13 października 2007, 16:44
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Marcin Drzymont został zawieszony przez Kolportera Kielce po tym, jak o udział w handlowaniu meczami posądzili go działacze Zagłębia Sosnowiec. To pierwszy sygnał, że stworzenie czarnej listy, którą wymyślił już w 2001 roku prezes PZPN Michał Listkiewicz ma sens - pisze DZIENNIK.

Idea była niezła, ale nigdy nie weszła w życie. Listkiewicz być może po prostu o niej zapomniał, bo w swoim naturalnym gadulstwie obietnic składa bardzo dużo, a czasu by się z nich wywiązywać notorycznie mu brakuje. Chodziło o to, by kluby wspólnie spróbowały stworzyć wykaz zawodników, których zatrudniać się nie powinno.

Zaoferowanie kontraktu komuś z czarnej listy miałoby być w złym tonie i generalnie stanowiłoby sygnał, że dany klub grać uczciwie nie chce. "Chodzi o to, by stworzyć i stale aktualizować listę ludzi hańbiących polski futbol" - mówił Listkiewicz.

Minęło sześć lat. W czwartek wieczorem zalążek takiej listy opublikowali działacze z Sosnowca. Znajdujemy tam - oprócz Drzymonta - takie osoby jak: Wojciech Rudy, Waldemar Włosowicz, Krzysztof Tochel, Michał Nowak, Bogdan Pikuta, Marcin Lachowski, Wojciech Małocha, Mariusz Ujek, Łukasz Antczak, Daniel Treściński, Janusz Wolański. Na razie dwóch zawodników z tego grona ma pracę w pierwszej lidze - Janusz Wolański w Polonii Bytom i Mariusz Ujek w GKS Bełchatów. Jak długo jeszcze? Niestety, chyba długo.

Wydaje się, że klubom brakuje solidarności w dyskwalifikowaniu nieuczciwych zawodników. Być może dlatego, że przez lata każdy zebrał haki na każdego i mogłaby być to broń obosieczna, być może dlatego, iż ci, którzy na piłce zjedli zęby doskonale wiedzą, iż zawiesić trzeba byłoby wszystkich, którzy rozegrali w lidze więcej niż dziesięć spotkań. Generalnie utworzenie i egzekwowanie czarnej listy byłoby niebezpieczne dla jej twórców... Poza tym - wbrew publicznym wypowiedziom - większość doświadczonych ligowców bądź trenerów w handlu meczami nie widzi nic strasznego.Ot, część gry i zasad nią rządzących. Tak było, a może i będzie.

Symptomy, że nasz futbol do stworzenia czarnej listy nie dojrzał stanowią także wypowiedzi głównego dziś moralizatora, Oresta Lenczyka, szkoleniowca GKS Bełchatów. Pouczający wszystkich trener mówi w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej": "Niektórzy nie chcą mi popatrzeć prosto w oczy. Jeśli jednak dotyczy to spraw, które miały miejsce poza moim klubem, nie interesuje mnie to".

A szkoda, panie Oreście, że pana nie interesuje - bo dziś piłkarze kupczący meczami mają ten komfort, że nawet gdy ktoś ich w jednym klubie złapie za rękę, to zaraz znajdą pracę w drugim. I wcale się nie zdziwię, jeśli wspomniany na wstępie Drzymont dostanie propozycję z Bełchatowa.

Co gorsza, podobnie jak Lenczyk zachowuje się Leo Beenhakker, powołując Ujka z czarnej listy do reprezentacji Polski. A może pan, panie Leo, dałby sygnał do wypchnięcia tych ludzi poza margines? Może i każdy zasługuje na drugą szansę, ale... polskiej piłki na to nie stać. Idea Listkiewicza - jak rzadko która - miała ręce i nogi. Czas ją wprowadzić w życie. Sosnowiec do spółki z Kolporterem dał odpowiedni sygnał.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj