Leo Beenhakker powiedział nam, że w 1988 roku prowadzony przez niego Real Madryt przegrał z PSV Eindhoven w półfinale Pucharu Mistrzów, bo na pańskiej poprzeczce siedział anioł.
No proszę, a ja myślałem, że po prostu dobrze broniłem. Beenhakker zawsze miał poczucie humoru..

W Polsce Beenhakker uchodzi raczej za człowieka bardzo poważnego.
W Holandii są tacy, którzy mówią, że ten cały jego luz i ciągłe dowcipkowanie to gra. To bzdura. Beenhakker jest w futbolu już od 40 lat i odkąd pamiętam, zawsze taki był. Musiałby być cholernie dobrym aktorem. Leo po prostu lubi żarty i nie bierze wszystkiego śmiertelnie poważnie.

Co jest największym atutem Beenhakkera?
Na pewno jego niesamowita umiejętność integrowania drużyny i tworzenia odpowiedniej atmosfery w zespole w krótkim czasie. On jest niesamowitym psychologiem. Ma klucz do umysłu każdego piłkarza. Wie, z kim trzeba długo porozmawiać, a kogo wystarczy tylko poklepać po plecach.

Czy nasz selekcjoner zaliczany jest w Holandii do ścisłej czołówki szkoleniowców?
Chyba nie. Oczywiście wszyscy go bardzo cenią, ale ta ścisła czołówka to Guus Hiddink, Johan Cruyff, ostatnio Frank Rijkaard, a wcześniej Rinus Michels (zmarł w 2005 roku - przyp. red.). Myślę, że Beenhakker powinien być w tej grupie.

Dlaczego?
Panowie, facet ma 65 lat i wciąż jest w grze, wciąż ma ambicje. Ile czekacie na mistrzostwa Europy? A teraz pojedziecie! Trynidad i Tobago nigdy nie był na mistrzostwach świata. Przyszedł Beenhakker i pojechali. On ma ogromną wiedzę. Doskonale wie, czego ludzie potrzebują. Pracował z najlepszymi i najgorszymi piłkarzami świata. Piłka to jego życie.

Być może na postrzeganie Beenhakkera w Holandii miała porażka w barażach z Belgią w 1985 roku i nieudane mistrzostwa świata w 1990 roku we Włoszech?
W 1985 roku od razu byliśmy na straconej pozycji. W pierwszym meczu niemal od początku musieliśmy grać w dziesiątkę. Nie można za to winić Beenhakkera. Wykonał dobrą robotę. Przecież w rewanżu w Rotterdamie graliśmy przeciętnie, a prowadziliśmy 2:0. W końcówce Van Loen i Spelbos popełnili błąd. Czy mogłem to obronić? Jasne, że tak, powinienem to zrobić (śmiech). Natomiast winę za niepowodzenie we Włoszech ponosimy my piłkarze i ówczesny prezes federacji pan Michels.

Skąd taki wniosek?
Po eliminacjach na nasz wniosek zwolniono trenera Thijsa Libregtsa. Nie byliśmy zadowoleni ze współpracy z nim...

To normalna sprawa, że w Holandii pikarze zwalniają trenera?
Zapewniam was, że to absolutnie normalna sprawa wszędzie. U nas się tylko mówi o tym bez ogródek. Zresztą Holandia jest takim krajem, gdzie nade wszystko ceni się wolność. Także wolność słowa. U nas piłkarze zawsze dyskutują z trenerami. Godzinami spierają się o taktykę.

Na czym polegała wina piłkarzy i Michelsa w 1990 roku?
Po zwolnieniu Libregtsa niemal cała drużyna chciała, by selekcjonerem został Cruyff. Oprócz mnie. Cruyff zawsze powtarzał, ze pierwszym bramkarzem powinien być Stanley Menzo z Ajaksu Amsterdam, zrozumiałe więc, że nie należałem do zwolenników Johana. Michels wolał jednak Beenhakkera niż Cruyffa. Atmosfera była od samego początku napięta. Piłkarze chodzili i knuli coś po kątach. Dziś jestem starszy i mądrzejszy i wiem, że nie powinniśmy się po prostu na Beenhakkera zgodzić. A kiedy już został selekcjonerem, powinniśmy z nim współpracować, a nie obrażać się.

To prawda, że doszło do jakiegoś bardzo poważnego konfliktu Beenhakkera z Ruudem Gullitem?
Nic nie wiem na ten temat. To jedna z największych plotek w historii holenderskiego futbolu. Słyszałem nawet wersję, że się pobili. Ja nic nie widziałem.

Wielu ludzi, głównie Belgów, zarzuca Beenhakkerowi, że jest arogancki i że jest prowokatorem.
Sam byłem wariatem w bramce. Często wybiegałem do sędziego, by z nim dyskutować. Doskonale wiem, co to znaczy prowokacja w futbolu. I wiem też, że wielu uważa mnie za aroganta. Ale Beenhakker te wszystkie słowne gierki uprawia po to, by zdjć z piłkarzy presję. By wziąć na siebie ataki mediów. Często publicznie mówił, jacy to jesteśmy silni i świetni, byśmy jeszcze bardziej w siebie uwierzyli. Piłkarz, który w siebie wierzy, jest znacznie lepszy.

Nauczył się pan czegoś od niego?
Tak. Teraz rozumiem jego luz. Zawsze mówił: „spokojnie, bez nerwów, robimy swoje„. Nigdy nie panikował. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że dzisiaj jesteś bohaterem, a następnego dnia nic nie znaczysz. Staram się naśladować jego podejście do życia. No i jeszcze jedno - punktualność. Beenhakker potrafi być też bardzo surowy. To jest bardzo holenderskie u niego. Umowa jest umową, Nie można się było spóźniać. Jak się spóźniłeś, płaciłeś karę. Te pieniądze przeznaczaliśmy później na drinka.

Współpracował pan też z innym legendarnym trenerem holenderskim Guusem Hiddinkiem. Można porównać go jakoś z Beenhakkerem?
Hiddink ma niesamowicie otwarty umysł. Widzi przed sobą cel i wie, że prowadzi do niego wiele dróg. Słucha różnych doradców, analizuje. Beenhakker też widzi ten sam cel, ale od początku też wie, jaką drogą chce do niego dążyć. Ma cały plan gotowy wcześniej i się jego trzyma.

Jest mniej elastyczny niż Hiddink?
O nie, tego nie powiedziałem. Nie można być tak doświadczonym trenerem z tyloma sukcesami i nie być elastycznym człowiekiem.

Dlaczego odszedł pan z piłki?
Wiecie, gdzie byłem przez ostatnie trzy tygodnie? Na wakacjach w Chinach z rodziną. Nie mógłbym sobie na to pozwolić, pracując w klubie. Byłem przez pewien czas dyrektorem sportowym w FC Utrecht, ale ciągłe użeranie się z zarządem po prostu mnie wykańczało. Założyłem firmę doradztwa personalnego i jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem.

W reprezentacji Polski pracuje Frans Hoek, holenderski trener bramkarzy. Ponoć gdy graliście w młodzieżowej reprezentacji Holandii, to on był pierwszym bramkarzem?
Tak było. Macie szczęście, bo Frans to jeden z najlepszych najlepszych trenerów bramkarzy na świecie. Był bardziej utalentowany ode mnie. Musiałem bardzo dużo i ciężko pracować, by być lepszym od niego.

W Polsce jesteśmy przekonani, że pod względem szkolenia bramkarzy należymy do światowej czołówki.
Bo tak jest. Gdy byłem młodszy, uwielbiałem oglądać w akcji Jana Tomaszewskiego. Ależ to był bramkarz... A teraz też macie kilku świetnych specjalistów. Ten Boruc z Celtiku... Drze się na obrońców, ostry facet. Nie lubi przegrywać, to widać. Trochę wariat. Ale bramkarz musi być szalony.