Halvor Ekeland i Lokman Ghorbani zbierali materiały w obozie dla imigrantów pracujących przy budowie m.in. stadionów przygotowywanych z myślą o przyszłorocznym mundialu. Temat fatalnych warunków, w jakich przebywają owi robotnicy, od dawna pojawiał się w mediach. Inni dziennikarze pracujący przy nim również mierzyli się z trudnościami i aresztowaniami.
Jak podała NRK, jej pracownicy zostali zatrzymani bez wyjaśnienia w nocy z niedzieli na poniedziałek na krótko przed wyjazdem z Dauhy. Wypuszczono ich po ok. 30 godz., bez postawienia zarzutów, i w środę rano wylądowali w Oslo.
Sprawa zatrzymania Ekelanda i Ghorbaniego wzbudziła oburzenie w Norwegii. Premier kraju Jonas Gahr Stoere określił, że jest to nie do zaakceptowania.
"Wolność prasy jest kluczowa dla funkcjonowania demokracji. To również pokazuje wagę przyznania w tym roku Pokojowej Nagrody Nobla (dziennikarzom - PAP). Bardzo się cieszę, że Halvor Ekeland i Lokman Ghorbani zostali już uwolnieni" - napisał w środę na Twitterze polityk.
Dziennikarze przekazali swoim przełożonym, że nie pozwolono im opuścić miejsca, w którym pracowali, wraz ze sprzętem. Ich aresztowanie skrytykowały też m.in. norweskie stowarzyszenie dziennikarzy, tamtejsza federacja piłkarska, minister spraw zagranicznych Anniken Huitfeldt oraz Norweski Komitet Olimpijski.
"Musimy położyć kres przydzielaniu największych imprez sportowych krajom, które nie szanują wolności prasy i wolności słowa" – podkreśliła w oświadczeniu szefowa Norweskiego Komitetu Olimpijskiego Berit Kjoell.
Podobny problem dotyczy przyszłorocznych zimowych igrzysk, których gospodarzem będzie Pekin.
Katarski rząd w odpowiedzi zarzucił dwóm Norwegom wkroczenie na teren prywatny i filmowanie bez pozwolenia. W oświadczeniu przedstawiono, że zatrzymanie nastąpiło po wpłynięciu skrargi od niezidentyfikowanego właściela prywatnej siedziby na terenie, na którym znajduje się obóz. Stwierdzono, że Ekeland wystąpił o zgodę na filmowanie, ale wkroczył na wskazany teren zanim ją otrzymał.
"Jak w prawie każdym kraju, wtargnięcie na cudzy teren jest niezgodne z katarskim prawem, o czego członkowie tej grupy byli w pełni świadomi przed wejściem na teren posiadłości. (...) Nagranie, które przechwyciliśmy, zostało skasowane przez władze zgodnie z katarskim prawem" - zaznaczono.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.