Udało nam się ustalić, że w tej chwili PZPN otrzymuje od firm bukmacherskich milion złotych rocznie. I pewnie by tak zostało, gdyby nie protest klubów z zaplecza ekstraklasy, którym nie podoba się podział tych środków. W tej chwili połowa całej puli (czyli 500 tys. złotych) przekazywana jest klubom ekstraklasy. 250 tys. dostają pierwszoligowcy i 250 tys. przejada PZPN.

Reklama

"To chore proporcje. Nie podoba nam się, że ekstraklasa dostaje aż dwa razy więcej. Jednak jeszcze bardziej denerwuje nas fakt, że PZPN dostaje tyle samo, co pierwszoligowe kluby. Dla piłkarskiej centrali to tylko kropla w budżecie, a dla nas bardzo cenne źródło dochodów" - mówi DZIENNIKOWI jeden z pierwszoligowych prezesów.

Zrzeszająca kluby I ligi Piłkarska Liga Polska zaproponowała inne proporcje: po 40 proc. wpływów dla ekstraklasy i I ligi oraz 20 proc. dla PZPN. Szefom federacji taka zamiana oczywiście się nie podoba, bo ze swojej puli nie chcieliby stracić ani złotówki, a byłoby najlepiej, gdyby udało się ją jeszcze powiększyć. Dlatego próbują wyciągnąć od bukmacherów jeszcze więcej pieniędzy i tym sposobem zażegnać rodzący się konflikt. Dla PZPN idealnym rozwiązaniem byłaby sytuacja, gdyby wartość rocznej umowy skoczyła do dwóch milionów złotych.

>>>PZPN z bukmacherami

Problem polega jednak na tym, że bukmacherzy ani myślą godzić się ma podniesienie przymusowego podatku. "Jeszcze żadna decyzja nie zapadła, ale dokładnie przeanalizujemy obowiązujące umowy. Jednocześnie już rozpocząłem rozmowy z klubami i mam nadzieję, że jakoś dogadamy" - mówi pojednawczo wiceprezes Bugdoł.

Szefowie PZPN doskonale zdają sobie sprawę, że w wojnie z bukmacherami są skazani na porażkę. Dlatego wolą wojować z klubami.