Przypomnijmy, 22 grudnia ubiegłego roku większościowy pakiet - 60 procent akcji - przejął zarejestrowany w Luksemburgu fundusz Alelega, którego właścicielem jest Vanna Ly, francuski biznesmen pochodzenia kambodżańskiego, a pozostałe 40 procent udziałów trafiło do angielskiego funduszu Noble Capital Partner, reprezentowanego przez Szweda Matsa Hartlinga.

Nowi właściciele nie spełnili warunku, który miał domknąć transakcję, czyli nie dokonali przelewu 12,2 mln złotych do 28 grudnia. Ponieważ poprzedni właściciel piłkarskiej spółki – Towarzystwo Sportowe Wisła - nie otrzymał w umówionym czasie potwierdzenia przelewu, 2 styczna wydał komunikat, że umowę sprzedaży została unieważniona, a właścicielem 100 procent akcji Wisły SA ponownie stało się Towarzystwo Sportowe Wisła. Z tym nie zgadza się Hartling, który w rozmowie ze sport.pl twierdzi, że 40 procent akcji Wisły należy do niego. Szwed nie ma sobie nic do zarzucenia, a winą obarcza Ly.

Nie chcę, abyście uznali mnie za wroga Wisły, bo nim nie jestem. Zostałem oszukany przez pana Vannę Ly. Ale dla mnie umowa jest umową. Wisła podpisała dokumenty i to jest istotne. Mieli czas na analizę treści, a jeśli mieli wątpliwości, to mogli pytać prawników. My nie złamaliśmy żadnego punktu umowy. Ly to zrobił - podkreśla w rozmowie z sport.pl Hartling.