Prezes "Kolejorza" Karol Klimczak nie ukrywa, że pandemia koronawirusa poważnie dotknęła poznański klub, który funkcjonuje jak każde inne przedsiębiorstwo.

Reklama

Każdego z nas dotyka bieżąca sytuacja związana z epidemią koronawirusa, a sport dla wielu schodzi w tej sytuacji na dalszy plan. Trzeba jednak pamiętać o tym, że klub zmaga się z tymi samymi problemami co setki tysięcy innych firm w Polsce. Lech Poznań to węzeł dla wielu małych lokalnych firm, które sprzedają tu i kupują. Nie rozgrywamy meczów, co sprawia, że wpływy do kasy są bliskie zeru. W zależności od scenariusza zakończenia rozgrywek nasze przychody będą mniejsze między 10 a 25 milionów złotych. To olbrzymia dziura w budżecie - powiedział Klimczak, cytowany przez oficjalną stronę klubową.

Kilka dni temu Lech poinformował o solidarnej obniżce płac wszystkich 250 pracowników klubu, łącznie z piłkarzami i sztabem szkoleniowym.

Jestem niezmiernie wdzięczny za te wyrzeczenia, bo to pokazuje, że współpracujemy z osobami, które właśnie w tym trudnym momencie pokazały, że "Kolejorz" to dla nich coś więcej niż tylko miejsce pracy - dodał sternik wielkopolskiego klubu.

Lech w piątek zainicjował akcję "W górę serca" apelując do swoich fanów o pomoc i wsparcie finansowe. Jak podkreślono, nie ma to być forma darowizny, ale "pożyczka na wysoki procent". Każda wpłacona przez kibiców kwota (minimum 20 złotych) zostanie zdublowana. A zwrócone pieniądze fani wraz z rozpoczęciem nowego sezonu będą mogli wykorzystać na bilety lub karnety.

Akcja momentalnie spotkała się z życzliwym przyjęciem ze strony kibiców. Klub wspomógł także były napastnik "Kolejorza", obecnie występujący w Fortunie Duesseldorf Dawid Kownacki.

To, co pomoże przetrwać Lechowi ten trudny czas, to przeniesienie przyszłych przychodów na teraźniejszość. Na dziś kluczowe jest dla nas zachowanie płynności finansowej, czyli zdolności do regulowania bieżących wydatków, które mimo przerwy w rozgrywkach wciąż są - podkreślił dyrektor ds. finansów Lecha Tomasz Kacprzycki.