Żurek dwa razy o włos od medalu
Według ekspertów wśród największych przegranych zakończonych igrzysk znaleźli się amerykańska narciarka alpejska Lindsey Vonn, jej rodak, łyżwiarz figurowy Ilia Malinin i szwajcarski alpejczyk Marco Odermatt.
Z wielkim niedosytem do Polski wraca też Damian Żurek. Polski panczenista był wymieniany w gronie kandydatów do medali w łyżwiarstwie szybkim. 26-letni zawodnik startował na dwóch dystansach. Jednak zarówno na 500 m i 1000 m nie zdołał "wjechać" na podium. W obu przypadkach zajął czwarte miejsce, uważane przez wielu sportowców za najgorsze.
Liczyliśmy, że Żurek sięgnie przynajmniej po jeden medal. Sam zawodnik nie ukrywał, że jest to dla niego spory zawód i rozczarowanie. Damian jednak już zapowiedział, że za cztery lata na kolejnych igrzyskach olimpijskich znów będzie walczył o upragniony krążek - powiedział w "Dzienniku Sportowym" Marek Ignasiewicz.
Stoch w najsłabszej formie w kadrze skoczków
Na kolejnych igrzyskach już nie zobaczymy Kamila Stocha. Nasz utytułowany skoczek narciarski po zakończeniu obecnego sezonu przechodzi na sportową emeryturę. Start w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo był ostatnią okazją dla trzykrotnego mistrza olimpijskiego do powiększenia swojego medalowego dorobku. Niestety 38-letni skoczek narciarski na obiekcie w Predazzo prezentował formę, która nie pozwoliła mu na rywalizację z najlepszymi.
W jakimś stopniu Stoch też jest przegranym tych igrzysk. Oczywiście wiem, że jest to jego ostatnia impreza tej rangi, oczywiście wiem, że nie jest w dobrej dyspozycji, ale na pewno Kamil inaczej sobie wyobrażał pożegnanie z igrzyskami olimpijskimi, na których w przeszłości stawał na najwyższym podium, a koniec był taki, że nawet nie został wybrany przez trenera do konkursu duetów, bo z trzech skoczków, którzy byli we Włoszech był w najsłabszej formie. Trener Maciej Maciusiak nie miał żadnych wątpliwości, by postawić na Kacpra Tomasiaka i Pawła Wąska - podkreślił gość "Dziennika Sportowego".
Medale Tomasiaka i Wąska podratowały sytuację
Z Włoch polska reprezentacja wróciła z czterema medalami. Autorem trzech z nich był Tomasiak. 19-letni skoczek sprawił wielką niespodziankę. Najwięksi optymiści liczyli góra na jeden krążek, ale chyba nikt nawet nie śnił o trzech. Obwołany następcą Stocha skoczek indywidualnie sięgnął po srebro i brąz, a na dokładkę w parze z Pawłem Wąskiem został wicemistrzem olimpijskim w konkursie duetów. Z drugiego miejsca na podium cieszył się też Władimir Semirunnij. Od polskiego panczenista na dystansie 10 tys. m lepszy był tylko Czech Metodej Jilek.
Gdyby przed igrzyskami ktoś powiedział, że zdobędziemy cztery medale, to uznalibyśmy to za bardzo przyzwoity wynik. Oczywiście apetyt rośnie w miarę jedzenia. Nikt nie spodziewał się, że tak "wystrzeli" Tomasiak. W ogóle nikt nie sądził, że medale będziemy zdobywać na skoczni. Wszyscy stawiali raczej na panczenistów Żurka i Semirunnija. Pierwszemu się nie udało, ale powetowaliśmy to sobie na obiekcie w Predazzo. Trzy medale skoczków podratowały sytuację. Gdyby nie one, to mówilibyśmy o dużym zawodzie, a tak uważam, że jak na nasz potencjał wynik jest zadowalający - ocenił dziennikarz "TVP Info".
Obejrzyj najnowszy odcinek "Dziennika Sportowego"
Jeśli chcesz wiedzieć, czym igrzyska olimpijskie Mediolan–Cortina d’Ampezzo 2026 różniły się od poprzednich, jak wyglądały relacje Ukraińców ze sportowcami urodzonymi w Rosji i jaki moment z igrzysk we Włoszech zapamiętamy na dłużej, to obejrzyj najnowszy odcinek "Dziennika Sportowego".