Deklaracje kierowców Energylandia Rally Teamu można traktować z przymrużeniem oka, ale do czasu, aż nie pozna się ich profesjonalnego podejścia do startu w tej najtrudniejszej terenowej imprezie na świecie. Wprawdzie powtarzają, że są w tym sporcie amatorami, jednak fakty mówią co innego.

Nowe Toyoty, rozbudowany park maszyn i miesiące testów

- Przygotowania do startu Toyotami zaczęliśmy w listopadzie 2024 roku. W sumie teraz mamy pięć samochodów. Dwa stare zostały w Polsce i są przeznaczone do testów rozwiązań technicznych na kolejny Dakar – powiedział PAP Marek Goczał, brat Michała i ojciec Eryka.

Reklama

- Tutaj jedno auto mamy całkiem nowe. Drugie ma 800 kilometrów, bo już nie było nowego. Dostaliśmy jedną sztukę, a drugą mogliśmy wziąć używaną. A trzeci samochód, Michała, jest u nas w garażu odbudowany w 100 procentach na nowych częściach – zaznaczył właściciel parku rozrywki Energylandia.

Jego syn przyznaje, że nie wie, czy te samochody okażą się konkurencyjne wobec pojazdów rywali.

Reklama

- My w nie włożyliśmy swoją wiedzę z poprzednich klas. No i próbujemy jakoś to przełożyć na te samochody. A teamy fabryczne dysponują wielkimi budżetami. Oni wiedzą dużo więcej, bo biorą udział też w innych dziedzinach motosportu, jak choćby Ford. Mówimy o ludziach, którzy mają wiedzę z WRC i to wszystko przenoszą na projekt Dakaru. My tak naprawdę nie wiemy, czy w tej specyfikacji nasz samochód jest konkurencyjny, to się okaże dopiero po pierwszym dniu – podkreślił Eryk.

Imponujące zaplecze i 28-osobowy zespół na biwaku

Marek i Eryk Goczałowie o swoim zespole opowiadają na biwaku w Jandu, gdzie Energylandia prezentuje się niezwykle okazale. Obok znanego z wcześniejszych Dakarów imponujących rozmiarów kampera pojawiły się m.in. olbrzymie ciężarówki serwisowe.

- W sumie na Dakarze mamy 28 osób i 11 samochodów. Mamy tira z naczepą, ciężarówkę 6x6 z przyczepą, no bo na trzy samochody potrzebujemy bardzo dużo części zapasowych. Jedna ciężarówka jest praktycznie przeznaczona na same opony. Mamy masażystę, kucharza, pralnię, lodówki, agregaty prądotwórcze – wylicza Marek.

Rodzina Goczałów startuje w Dakarze od 2022 roku, początkowo w dwuosobowym składzie, bowiem Eryk nie miał jeszcze prawa jazdy. Gdy je zrobił, od razu stał się objawieniem rajdu w 2023 roku. Okazał się najlepszy w klasie lekkich pojazdów SSV, zostając najmłodszym zwycięzcą w historii (Marek był wówczas trzeci).

O tym wyczynie przypominają organizatorzy Dakaru, prezentując jego wizerunek w towarzystwie takich legend, jak 14-krotny triumfator Stephane Peterhansel czy zwycięzca 50 etapów Ari Vatanen. Najmłodszy z „klanu Goczałów” podchodzi do tego z dystansem.

- Do legendy Dakaru mi daleko, ale może kiedyś…? - mówi z uśmiechem. - Na pewno jest to jednak powód do dumy, bo wygraliśmy Dakar, zrobiliśmy to za pierwszą próbą, co bardzo dużo nas kosztowało, jeśli chodzi o przygotowanie i poświęcenie temu rajdowi.

Zapewnił przy tym, że swojego życia nie poświęci sportowi rajdowemu. - To jest coś, co traktuję jako pasję, przyjemność. Zawodowym kierowcą rajdowym na pewno nie będę.

Sukcesy, rozczarowanie i powrót po przerwie

W 2024 roku Goczałowie startowali w wyższej klasie challenger i Eryk był bliski powtórzenia sukcesu. Na półmetku prowadził z dużą przewagą, ale wówczas on i Michał zostali zdyskwalifikowani za niezgodne z regulaminem elementy sprzęgła. W 2025 roku Energylandia wycofała się ze startu.

- My nigdy na Dakar się nie obraziliśmy. Był za to duży żal, bo Eryk szedł na kolejne zwycięstwo, miał prawie godzinę przewagi. Uważam, że to było niesprawiedliwe, bo ten zakwestionowany kompozytowy element sprzęgła nie dawał nam żadnej przewagi szybkości. Ok, może my popełniliśmy jakiś błąd, ale powinniśmy dostać karę czasową, finansową, a nie dyskwalifikację. Nie słyszałem wcześniej o takim przypadku – wspomina tamte wydarzenia Marek.

- No i wtedy zespół się trochę rozleciał. Nikt nie chciał brać już w tym udziału. Wszyscy byliśmy rozgoryczeni, ale wiadomo, czas leczy rany… dodał.

Kierowcy Energylandii pojadą z bardzo doświadczonymi pilotami – Eryk z Szymonem Gospodarczykiem, Marek z Maciejem Martonem, a Michał z Hiszpanem Diego Ortegą. Zadanie czeka ich jednak niezwykle trudne. Będą rywalizowali m.in. z załogami Dacii, która w przygotowania do Dakaru zainwestowała wielkie pieniądze. Jej barwy będą reprezentowali pięciokrotny triumfator rajdu Katarczyk Nasser Al-Attiyah czy dziewięciokrotny rajdowy mistrz świata Francuz Sebastien Loeb.

Jeśli Goczałom nie uda się pokonać najlepszych kierowców świata, to i tak nie wrócą do domu z pustymi rękami.

- My mamy zawsze dwa rodzaje zawodów. Bo jest też wewnętrzna rywalizacja, rodzinna. Między sobą konkurujemy o to, kto jest lepszy, szybszy. To taki Puchar Goczałów. Nigdy sobie nie odpuszczamy. Oczywiście na odcinku zawsze się zatrzymujemy i pomagamy, jak jest taka potrzeba. Nie ma takiej możliwości, że któryś samochód stoi i drugi się nie zatrzyma. To by oznaczało wylotkę z zespołu – zaznaczył Marek.

Dodał, że jest pełen pokory wobec tak wymagającego rajdu jak Dakar.

- Wystarczy jeden kamień, i albo go zauważysz i ominiesz, albo nie i urwiesz koło. Kamil Wiśniewski (trzeci w quadach w 2022 roku – PAP) kiedyś mi powiedział: Marek, nieważne jak będziesz przygotowany, to Dakar zadecyduje, czy możesz go wygrać w tym roku, czy nie - podkreślił.

48. edycja Rajdu Dakar rozpocznie się w sobotę prologiem w Janbu. Po pokonaniu 13 etapów i blisko ośmiu tysięcy kilometrów uczestnicy 17 stycznia zakończą rywalizację w tym portowym mieście w Arabii Saudyjskiej. Wystartuje 29 Polaków.

Z Janbu – Kryspin Dworak (PAP)

krys/ af/