Szefowi Kolegium Sędziów PZPN Januszowi Eksztajnowi oraz jego prawej ręce, Januszowi Hańderkowi zarzuca się, że pilotowali awans do I ligi arbitra Łukasza Bednarka, syna szefa Zachodniopomorskiego Związku Piłki Nożnej. Sędzia, który jeszcze po rundzie jesiennej zeszłego sezonu nie był w ogóle brany pod uwagę, jeśli chodzi o awans, nadzwyczajnym finiszem go wywalczył.

Reklama

W dużej mierze o awansie albo spadku arbitra decyduje średnia not wystawianych przez obserwatorów po każdym meczu. Bednarka w sezonie aż trzy razy obserwowali ludzie z ekstraklasy, co jest zjawiskiem niezwykle rzadkim. Oceniać arbitra pofatygował się sam Eksztajn, który zachwycony jego dokonaniami, wystawił mu notę marzenie 8,6. Podobnie zachował się Roman Kostrzewski. Na całego poszedł jednak Hańderek, wystawiając Bednarkowi notę 8,7.

"Proszę nie doszukiwać się skandalu" - tłumaczy Eksztajn. "Sędziował dobrze, więc otrzymał dobre noty. W ekstraklasie trafiały się w tym sezonie wyższe oceny. Tyle razy go obserwowaliśmy, bo to normalne, skoro ktoś jest bliski awansu, to trzeba go sprawdzić" - dodaje.

Jednak w przypadku awansu syna wiceprezesa PZPN pojawia się więcej zbiegów okoliczności. Równocześnie pozbyto się jednego z arbitrów ze Szczecina, aby - jak mówią nasi rozmówcy - utorować Bednarkowi drogę. Wiadomo bowiem, że trudno, aby nominacje otrzymali dwaj arbitrzy z tego samego regionu.

>>>Czytaj także: Polskie kluby poznają rywali w Europejskich Pucharach