Spotkanie określane mianem polskich "Gran Derbi" tylko momentami było wielkim widowiskiem, które obejrzała rekordowa w tym sezonie ligowym publiczność. Na trybunach poznańskiego stadionu zasiadło ponad 36 tys. kibiców.

Trzy punkty pozwoliły mistrzom Polski dogonić legionistów w tabeli, a trenerowi Jose Marii Bakero dadzą też kilka dni spokoju. W razie braku wygranej, kibice Lecha mieli pomachać Hiszpanowi białymi chusteczkami na znak, że jego czas w Poznaniu już minął. Władze klubu zapewniają, że Bakero pozostanie na pewno do końca sezonu. Po sobotnim spotkaniu większe powody do zmartwienia ma jego vis a vis Maciej Skorża, bowiem jego podopieczni przegrali czwarte z ostatnich pięciu ligowych spotkań.

Pierwsze minuty należały do gości, którzy dość łatwo radzili sobie z niepewnie grającą defensywę Kolejorza. Już w ósmej minucie Portugalczyk Manu próbował zaskoczyć Krzysztofa Kotorowskiego, lecz uderzył zbyt anemicznie.

Pięć minut później powinno być 1:0 dla Legii. Po kolejnym dokładnym zagraniu Chorwata Ivicy Vrdoljaka Manu znalazł się sam na sam z Kotorowskim, ale zamiast strzelał odgrywał do środka i Bartosz Bosacki wspólnie z Grzegorzem Wojtkowiakiem zdążyli zażegnać niebezpieczeństwo, choć niewiele brakowało, by cała sytuacja zakończyła się golem samobójczym. W 16. minucie mocnym, niesygnalizowanym uderzeniem popisał się pochodzący z Zimbabwe Takesure Chinyama, lecz Kotorowski znów był na posterunku.

Po obiecującym pierwszym kwadransie, tempo meczu siadło. Kolejorz zaczął odzyskiwać pewność siebie, grał jednak bardzo niedokładnie. W wyjściowym składzie Lecha zabrakło m.in. Rudnevsa, który ostatnio z powodu narodzin córki więcej podróżował niż trenował. Siła uderzeniowa gospodarzy była znikoma, a lechici w pierwszej połowie nie oddali celnego strzału na bramkę. Tylko Jakub Wilk, często w pojedynkę, próbował "szarpać", brakowało mu jednak wsparcia. Najbliższy pokonania Wojciecha Skaby był Białorusin Sergiej Kriwiec, lecz trafił w boczną siatkę.

W drugiej połowie na boisku pojawił się Rudnevs i nawet zdołał trafić do siatki, ale uczynił to z pozycji spalonej.

W 63. minucie fatalny kiks kapitana Kolejorza Bartosza Bosackiego mógł zakończyć się utratą gola. Zbyt krótkie podanie do bramkarza przejął Manu, który wygrał pojedynek biegowy z Kotorowskim. Gdy go mijał, jeszcze przed polem karnym, padł na murawę. Arbiter po konsultacji ze swoim asystentem uznał, że był faulowany. Kotorowski został potraktowany jednak bardzo ulgowo, gdyż ujrzał tylko żółtą kartkę.

W odpowiedzi indywidualną akcję przeprowadził Rafał Murawski, długo dryblował w polu karnym, ostatecznie posłał futbolówkę tuż nad spojeniem słupka z poprzeczką. Swoje szanse mieli też Serb Miroslav Radovic i Michał Kucharczyk - ich strzały z dystansu szybowały nieznacznie nad poprzeczką.

Gdy wydawało się, że spotkanie zakończy podziałem punktów, w polu karnym Legii doszło do sporego zamieszania. Warszawianie nie potrafili wybić piłki, do której w końcu dopadł Rudnevs i z bliska zdobył gola na wagę trzech punktów. Po chwili jego koledzy zadedykowali mu kołyskę - Łotysz w tym tygodniu został ojcem.

Lech Poznań - Legia Warszawa 1:0 (0:0)
Bramki: 1:0 Artjoms Rudnevs (83).
Żółta kartka - Lech Poznań: Krzysztof Kotorowski. Legia Warszawa: Ivica Vrdoljak, Ariel Borysiuk, Inaki Astiz.
Sędzia: Robert Małek (Zabrze). Widzów 36 240.
Lech Poznań: Krzysztof Kotorowski - Grzegorz Wojtkowiak (76. Dimitrije Injac), Bartosz Bosacki, Manuel Arboleda, Luis Henriquez - Tomasz Mikołajczak (53. Artjoms Rudnevs), Siergiej Kriwiec, Rafał Murawski, Ivan Djurdjevic, Jakub Wilk - Bartosz Ślusarski (67. Jacek Kiełb).
Legia Warszawa: Wojciech Skaba - Jakub Rzeźniczak, Dickson Choto, Inaki Astiz, Jakub Wawrzyniak - Manu, Ivica Vrdoljak, Miroslav Radovic (83. Alejandro Ariel Cabral), Ariel Borysiuk, Michał Kucharczyk (76. Maciej Rybus) - Takesure Chinyama (76. Michal Hubnik).