Crvena Zvezda z Poznania wyjechała zadowolona
Lech blado wypadł na tle mistrza Serbii. Gospodarze tylko w pierwszej połowie potrafili dotrzymać kroku rywalom. Po przerwie goście dominowali na bisku i zasłużenie wygrali w stolicy Wielkopolski. Zwycięstwo na wyjeździe 3:1 to solidna zaliczka przed rewanżem w Belgradzie. Nic więc dziwnego, że Serbowie zadowoleni opuszczali Poznań.
Serbowie podziękowali kibicom Lecha
Crvena Zvezda na stadionie "Kolejorza" miała jeszcze jeden powód do satysfakcji. Dostarczyli jej go kibice Lecha. Najzagorzalsi fani mistrzów Polski zasiadający w tzw. "Kotle" w trakcie meczu wywiesili na trybunie transparent w barwach serbskiej flagi i napisem "Kosovo je srbija" (Kosowo jest serbskie).
Flaga nie uszła uwadze i została "doceniona" przez serbski klub. Crvena Zvezda na swoim oficjalnym profilu w mediach społecznościowych podziękowała kibicom Lecha.
Prezydent Serbii murem za Crveną Zvezdą Belgrad
Crvena Zvezda to najbardziej utytułowany serbski klub piłkarski w historii. Rywale Lecha mogą liczyć nie tylko na wsparcie kibiców, sponsorów, ale również najwyższych władz swojego kraju z prezydentem Aleksandarem Vučiciem na czele. Budżet serbskiej drużyny znacznie przerasta możliwości finansowe Lecha. Po porażce 1:3 na własnym stadionie szanse "Kolejorza" na wyeliminowanie mistrza Serbii wydają się zerowe. Rewanż odbędzie się 12 sierpnia w Belgradzie.
Lech będzie grał w fazie ligowej europejskich pucharów
Jeżeli mimo niekorzystnego wyniku Lech zdoła wyeliminować drużynę z Belgradu, jego rywalem w ostatniej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów będzie cypryjski Pafos FC lub Dynamo Kijów. We wtorek w Lublinie, gdzie Dynamo wystąpiło w roli gospodarza, ukraiński zespół przegrał 0:1.
Natomiast w przypadku odpadnięcia po rywalizacji z Crveną Zvezdą, Lech trafi do 4. rundy eliminacji Ligi Europy - tam czeka już belgijski KRC Genk. Porażka w dwumeczu z belgijskim klubem nie oznacza jednak, że "Kolejorz" nie zagra w tym sezonie w fazie ligowej europejskich pucharów. Mistrz Polski nawet jeśli przegra z Genk, to trafi do fazy ligowej Ligi Konferencji.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.