Bramki: 0:1 Makana Baku (54), 1:1 Rafał Kurzawa (60).

Reklama

Sędzia: Daniel Stefański (Bydgoszcz). Mecz odbywa się bez udziału publiczności.

Portowcy wprawdzie po obecnej kolejce pozostają na pozycji wicelidera, ale w środę Raków Częstochowa gra zaległy mecz w Mielcu i w przypadku wygranej wyprzedzi drużynę ze Szczecina. Na dodatek za tydzień szczecinianie jadą na trudny mecz do Lubina z Zagłębiem. Jeśli w tym czasie Raków też straci punkty, to w ostatniej kolejce sezonu, już przy udziale publiczności, odbędzie się piłkarskie święto na stadionie w Szczecinie – czyli bezpośredni pojedynek o drugie miejsce w sezonie pomiędzy Pogonią i Rakowem.

Z remisu w sobotni wieczór zapewne bardziej zadowoleni byli poznaniacy. Pogoń bowiem dawno nie miała tylu stuprocentowych sytuacji bramkowych, co w tym spotkaniu. Z okolic piątego metra od bramki mając przed sobą tylko Adriana Lisa chybili bowiem: Rafał Kurzawa (6 min), Luka Zahovic (81 min) i Kamil Drygas (90 min).

Przyjezdni przez cały mecz byli wprawdzie bardzo aktywni, ale ich akcje nie stwarzały poważnego zagrożenia bramce Dantego Stipicy.

Zmieniło się to tuż po przerwie. Wprowadzony na boisko, wypożyczony z Pogoni młodzieżowy pomocnik Maciej Żurawski dograł na środek pola karnego do wypożyczonego z Holstein Kiel Makany Baku. Urodzony w Moguncji Kongijczyk uprzedził Luisa Matę, przyjął piłkę na pierś, odwrócił się i z lewej nogi trafił w okienko bramki gospodarzy.

Portowcy zareagowali dość szybko, bo już po sześciu minutach wyrównali stan meczu. Zrobił to Rafał Kurzawa, który z kolei dostał piłkę na środku pola karnego, uderzył z pierwszej, ale Lis instynktownie odbił przed siebie – znów pod nogi Kurzawy, który tym razem trafił.

Po tym golu goście byli już tylko skupieni na obronie remisu, za to gospodarze dążyli do zdobycia kompletu punktów. I powinni go zdobyć, gdyby w ostatnich 10 minutach dogodne sytuacje wykorzystali Zahovic lub Drygas. Zresztą nie były to jedyne strzały gospodarzy na bramkę Warty w drugiej części spotkania. Swoje okazje mieli także Adrian Benedyczak czy ponownie Kurzawa (z rzutu wolnego).