Lech do Warszawy przyjechał po dwóch porażkach i podobnie jak Legia był głodny wygranej. Tego jednak obie drużyny nie pokazały w pierwszej połowie. W ekipach brakowało egzekutora, ale i podbramkowych akcji nie było zbyt wiele.

Po niezłym początku Lecha, próbach strzelenia gola przez Darko Jevtica, goście oddali inicjatywę gospodarzom, ale ci niewiele mogli zrobić. Konstruowanie akcji im nie wychodziło, a jak już Domagaj Antolic czy Arvydas Novikovas próbowali, to bez problemu ich strzały bronił bramkarz Mickey van der Hart.

Dopiero druga połowa ożywiła widowisko. Szybsze i częstsze akcje, wyprowadzane kontrataki, doprowadziły do tego, że kibice obejrzeli także gole.

Jako pierwsi cieszyli się przyjezdni. Lech wykorzystał kompletnie bezradną linię defensywną Legii. Obrońcy się pogubili, a to wystarczyło, by do siatki piłkę skierował Jevtic. Trybuny na chwilę ucichły, a w sektorze gości pojawiły się race.

Jak się okazało poznaniacy za wcześnie fetowali. Legia ruszyła do ataku. Ale zanim doszło do wyrównania trenerskim nosem wykazał się Aleksandar Vukovic. Z boiska ściągnął Luisa Rochę, a wpuścił Jarosława Niezgodę.

I to właśnie on stał się pierwszym bohaterem gospodarzy. Najpierw urządził sobie rajd do pola karnego rywali, tam – trochę ryzykownie – popisał się kilkoma dryblingami i gdy wydawało się, że nic z tego nie będzie, podał jeszcze do wychodzącego na znakomitą pozycję Novikovasa. Litwin tego nie zmarnował i w 64. minucie był remis 1:1.

Dziesięć minut później na murawie pojawił się debiutant Maciej Rosołek. Zastąpił mało widocznego Luquinhasa. Jak się okazało dwie minuty później, była to znakomita decyzja trenera Vukovica. To właśnie 18-letni debiutant ustalił wynik meczu na 2:1, a trybuny oszalały.

To nie musiał być ostatni gol, bo obie drużyny próbowały jeszcze atakować, ale nieskutecznie. Druga połowa spotkania pokazała jednak, jak ważnym piłkarzem dla Legii jest Niezgoda. To właśnie on w dużej mierze pobudził wicemistrzów Polski do ataku. I to on podawał, dryblował i stwarzał zagrożenie pod bramką.

Przed meczem z kibicami pożegnali się wieloletni zawodnicy stołecznego klub Miroslav Radovic i Michał Kucharczyk.

W następnej kolejce Legia podejmie Wisłę Kraków, a Lech w Poznaniu zagra z Zagłębiem Lubin.

Legia Warszawa - Lech Poznań 2:1 (0:0)
Bramki: 0:1 Darko Jevtic (55), 1:1 Arvydas Novikovas (64), 2:1 Maciej Rosołek (76)
Żółta kartka - Legia Warszawa: Michał Karbownik, Luis Rocha. Lech Poznań: Jakub Moder, Karlo Muhar
Sędzia: Tomasz Musiał (Kraków)
Widzów: 29 282
Legia Warszawa: Radosław Majecki - Michał Karbownik, Mateusz Wieteska, Igor Lewczuk, Luis Rocha (61. Jarosław Niezgoda) - Paweł Wszołek, Domagoj Antolic, Luquinhas (74. Maciej Rosołek), Andre Martins, Arvydas Novikovas - Jose Kante (78. Walerian Gwilia)
Lech Poznań: Mickey van der Hart - Robert Gumny, Lubomir Satka, Dorde Crnomarkovic, Wołodymyr Kostewycz - Tymoteusz Puchacz, Kamil Jóźwiak (73. Jakub Kamiński), Karlo Muhar (80. Paweł Tomczyk), Darko Jevtic (73. Joao Amaral), Jakub Moder - Christian Gytkjaer