Wójcki skarży się na brak trenera

Wójcik tuż po starcie stanęła przed kamerą TVP Sport. Panczenistka nie gryzła się w język. Uderzyła w Polski Związek Łyżwiarstwa Szybkiego. Prawdą jest, że przygotowywałam się bez trenera. Totalnie nie wiem, dlaczego. Jestem zmieszana tą całą sytuacją. Nie wierzę w takie hasło, jak "We are one team". Może się wydawać, że to mocne słowa, ale to wszystko jest prowizoryczne i wygląda dobrze tylko z zewnątrz. Gdyby ktoś mógł się wgryźć w środek... Coś się dzieje w państwie duńskim. Nie chcę za dużo ujawniać na ten moment. Jest to przykre po prostu, że góra daje na to przyzwolenie. Podlegałam pod szkolenie centralne trenera Rolanda Cieślaka, a od pierwszego Pucharu Świata w Salt Lake City zostałam sama sobie. Nasze drogi się rozeszły, zostałam odsunięta od pracy z trenerem. Zastanawiałam się, czy mam to ujawniać. Ale mam już historie kilku sportowców, którzy czuli się nie do końca zaopiekowani przez "górę". To jest niemalże nagminne. Przykre - powiedziała Wójcik.

Reklama

Prezes PZŁS twierdzi, że zawodniczka kłamie

Na zarzuty Wójcik niemal od razu odpowiedział prezes PZŁS. Tataruch podobnie jak zawodniczka nie obijał w bawełnę i w mocnych słowach odparł atak panczenistki.

Reklama

Jest to bzdura. Myślę, że Andżelika powinna przeprosić przede wszystkim trenerów, którzy próbowali jej pomóc. To są po prostu kłamstwa, w których nie ma nawet cienia prawdy. Andżelika miała pełną opiekę i to my bardziej staraliśmy się, żeby miała opiekę, niż ona sama, ponieważ to konfliktowa osoba. Co chwila musieliśmy gasić pożary. Najpierw z trenerem Arturem Wasiem nie chciała trenować. Później prosiliśmy, żeby pracowała z trenerem Rolandem Cieślakiem i tak było do października, do zawodów Pucharu Świata w Salt Lake City, gdy stwierdziła, że ona już dalej nie chce trenować z grupą, bo wszyscy są przeciwko niej. Trenowała sama, a i tak nie chcieliśmy zostawić jej samej. Poprosiliśmy trenerkę Agatę Jabłońską, naszego team-lidera, żeby jednak sprawowała nad nią opiekę, choćby w mierzeniu czasów, pomagała w rozgrzewce. Zostało ustalone, że Andżelika będzie realizowała plany trenera Rolanda Cieślaka, ale nawet tego nie robiła. Z jednej strony to ogromny talent, z drugiej wydaje mi się, że nie przepracowała przygotowań tak, jak powinna, i stąd miejsce, które na igrzyskach zajęła. A z kolei to spowodowało ogromne rozżalenie, ale powinna wziąć to, co się stało na klatę, a nie zrzucać na barki trenera, sztabu szkoleniowego czy związku. Bo absolutnie nie jesteśmy winni. Zapewniam, że wszystko było przygotowane perfekt i miała całą opiekę taką, jaką powinna mieć - stwierdził prezes PZŁS.